Margonem Batalia Światła, rozdział 1

Autor: Polskijjay

Rozdział 1
Przygoda się rozpoczyna

Żył raz Derogan. Był on siódmym synem Andauana Wielkie Światło, który był siódmym synem Erogotha Miecz Światła. Obydwaj zasłużyli się historii krainy Margonem i obydwaj byli jej wielkimi królami.
Niestety rodzice, bracia i większość rodziny Derogana wpadła w pułapkę, zastawioną podczas podróży z Karka-han do Nithal przez nieznanych napastników. Derogan miał wtedy zaledwie dwa lata i nie mógł jechać do Nithal, więc został w Karka-han. Od tego czasu wychowuje go wuj, Trandur, który także został w Karka-han w czasie napadu.
Minęło już trzynaście lat od czasu zabójstwa rodziców Derogana i wyrósł on na zdrowego, silnego młodzieńca o sprytnym umyśle. Miał on brązowe włosy i jasnoniebieskie oczy. Trandur przez cały czas czuwał nad wychowaniem Derogana i jego umiejętnościami. Młodzieniec szybko się uczył, dzięki czemu idealnie nadawał się na paladyna, którym oczywiście zamierzał zostać.

* * * * *

Derogan zaczynał tracić cierpliwość. Czekał na wuja przynajmniej godzinę. Miał się od niego dowiedzieć pewnej ważnej sprawy. Rozejrzał się.
Kwatera paladynów była dziwnym miejscem spotkania z jego wujem. Zwykle rozmawiali w domu, gdzie nikt nie mógł ich podsłuchać. Karka-han było dużym miastem, ale wiele też było oczu, które z wielką przyjemnością opowiedziałyby o nich, mało ciekawym ludziom. Derogan westchnął. Większość paladynów mieszkała w samej kwaterze, jednak Trandur uznał, że lepiej będzie, jeśli zamieszka razem z nim w pobliżu ratusza miasta.
Kwatera miała trzy poziomy. Na parterze znajdowała się główna sala treningowa oraz kilka stołów i krzeseł. Na pierwszym piętrze znajdowała się zbrojownia oraz kilka sal do pobocznych przedmiotów, w tym biblioteka. Na drugim piętrze znajdowały się pokoje paladynów. Wieczorami do kwatery przychodziło wielu paladynów, dlatego też Derogan otoczony był przez trenujących ludzi.
Oparł się na krześle i wyjął książkę. Była to „Legendy i historie krainy Margonem", którą niedawno dostał od wuja. Otworzył na pierwszym rozdziale, który teraz czytał, „Legenda o Czarnym Ostariu, czyli Czarny Czas Margonem" i zaczął czytać:

„I Ostario dotarł do wieży Czarnoksiężnika. Wkroczył tam samotnie, gdyż jego towarzysze, przerażeni aurą Czarnej Wieży, zostali na zewnątrz. Jednak Ostario nie obawiał się czarnej magii, która zaległa się w jego sercu.
Zmierzał do głównej sali, gdzie paradował Czarnoksiężnik. Jednak kiedy przebył kilka kroków, przed nim znikąd pojawił się Demoniczny Strażnik. Odezwał się on do Ostaria, głosem mrożącym krew w żyłach:
-A więc nie zląkłeś się Strażników, których napotkałeś przy Bramie Enderuth? Jednak na nic twa odwaga, tutaj bowiem polegniesz.
Ostario jednak nie przeląkł się.
-Jedyny kto tutaj polegnie to ty i twój przeklęty pan.
Demoniczny Strażnik roześmiał się.
-Niczym jest twa siła, w obliczu mocy jaką posiada mój pan.
Ostario jednak nie próżnował w słowach. Wyjął swój łuk, po czym wycelował Demonicznemu Strażnikowi w czoło i wystrzelił."

Derogan przerwał lekturę i uniósł oczy znad książki. Ujrzał wuja wchodzącego do kwatery. Jak zwykle odziany był w błękitną zbroję, przyozdobioną na klatce piersiowej znakiem przełożonego paladynów. Miecz otoczony płomieniami zalśnił, w nikłym świetle świec.
Wszyscy wokół natychmiast przerwali walki, po czym pokłonili. Nareszcie, pomyślał Derogan i schował książkę do torby, po czym wstał, co było nakazane przy obecności przełożonego paladynów w mieście.
-Usiądź – rzekł Trandur.– Jesteś moim bratankiem. Nie musisz robić takiego cyrku.
-„Każdy paladyn ma nakaz okazywania szacunku, podczas przyjścia przełożonego paladynów. Oznacza to postawę stojącą i drobny ukłon” – wyrecytował jednym tchem Derogan. Ten zwrot pochodził z księgi „O paladynów zachowaniu, czyli 100 nakazów i rad dla paladynów wobec godności zachowania". Jednak zgodnie z prośbą wuja usiadł.
-Taki już mój los – westchnął Tranur siadając obok niego. – Tak czy owak powinienem przejść do sprawy najważniejszej. Zostałeś przeniesiony do Akademii Paladynów w Nithal. Gratuluję.
Derogan wpatrywał się w wuja oszołomiony. W Nithal znajdowała się najlepsza szkoła paladynów w całym Margonem. Wybudowana jeszcze za czasów ojca Derogana, przyjmowała jedynie nielicznych, którzy wykazali się najwyższym poziomem umiejętności..
-Czy wuj jest pewien – spytał z niedowierzaniem w głosie.
-Naturalnie, że tak. W końcu jeśli kogoś miała przyjąć Akademia to tylko ciebie – rzekł Trandur z dumą. – Jesteś wytrwały, odważny szlachetny, sprawiedliwy oraz na teście uzyskałeś maksymalną ilość punktów. Taki wyczyn jak dotąd można było przypisać to tylko Anduanowi.
Po tych słowach jednak zmarkotniał. Każde wspomnienie o jego zmarłym bracie wprawiało go w nim smutek.
Jednakże Derogan wciąż nie dowierzał wujowi. Może i był taki, jakiego go opisał wuj, ale dodatkowo był jeszcze skromny. W końcu tylko spytał:
-Kiedy mam wyruszyć?
-Cóż, początek nauki wypada niedługo – zastanawiał się Trandur. – A podroż do Nithal to nie krótki spacerek. Najlepiej byłoby, gdybyś wyruszył natychmiast. Oczywiście po zabraniu wszystkich swoich rzeczy.
Derogan nie zamierzał się kłócić. Trochę przerażała go myśl, że ma od tak zaraz wyruszyć na drogę, która obejmuje drugą największą odległość w całym Margonem.
-Oczywiście. Zabiorę swoje rzeczy i wyruszę.
-A więc żegnaj Deroganie – rzekł Trandur. – Mam nadzieję że niedługo się spotkamy.
-Zegnaj wuju, ja także mam taką nadzieję.
Derogan wstał i udał się do domu swego wuja, aby zabrać swoje rzeczy. Leżał on niedaleko kwatery, toteż szybko tam dotarł. Przed drzwiami ujrzał Barbarera, barmana w karczmie Pod Złotą Wiwerną.
Był on dobrym przyjacielem Derogana. Podobno pochodził z najdalszy południowych krańców Margonem. Był bardzo przyjacielski. Jego pojawienie się przed domem Trundura, kiedy w karczmie zapewne było mnóstwo klientów było co najmniej dziwne.
Baraber zauważył Deragona i powiedział z zaniepokojeniem w głosie:
-Cieszę się że cię widzę.
-Ja także się cieszę. Wiesz że dostałem się do Akademii Paladynów?
-Naturalnie. Plotki niosą się z szybkością pioruna. W końcu jeśli kogoś miała przyjąć Akademia to tylko ciebie
Derogan poczuł rozbawienie. Było to słowo w słowo zdanie jego wuja.
-Bardzo ci gratuluję, ale jest pewna sprawa.
-O co chodzi – z Derogana zniknęło całe rozbawienie. Baraner nie rzucał słów na wiatr.
-Dzisiaj w karczmie był pewien gość. Pytał się o ciebie.
Derogan się zdziwił. Ktoś się o niego pytał? Przecież o jego istnieniu wiedziała tylko garstka osób.
-Jak wyglądał?
-Cóż. Był to po prostu jakiś pijak, lecz zauważyłem u niego dziwny miecz. Gdzieś go widziałem, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Ubrany był w jakiś połatany sweter. A z paszczy mu cuchnęło alkoholem. Ale nie takim zwykłym. Był to dość silny alkohol z południa. Znam ja ten zapach. Przez ćwierć wieku uciekałem przed nim, a teraz wydaje mi się, że mnie znalazł. Uważam że...
Jednak Derogan przestał już go słuchać. W skupieniu zastanawiał się.
-Z południa – przerwał mu jego monolog. – A więc lepiej czym prędzej wyruszę do Nithal. Dziękuje za informacje. Możliwe, że mogą mi się naprawdę przydać.
-Nie ma za co. A więc do zobaczenia. I oby się to szybko skończyło.
-Do zobaczenia.
Baraber odszedł. Derogan wszedł do domu, po czym skierował się do swego pokoju. Szybko zabrał swoje rzeczy z kufra: szeroki miecz, zbroję paskową, plecak z wieloma przydatnymi rzeczami buty rycerskie i złoty pierścień z błękitnym kryształem, jedyną rzecz jaka została mu po matce. Zbroję oraz buty założył, a torbę podróżną zarzucił za ramię. Miecz przypiął do pasa, a pierścień założył.
Następnie szybko udał się w stronę bram Karka-han. Kiedy opuścił miasto, nagle poczuł, że ktoś na niego patrzy. Szybko się odwrócił i ujrzał postać z ostrzeżenia Barbarera.
Derogan natychmiast wyjął miecz. Napastnik pierwszy zaatakował. Derogan o mało nie krzyknął, gdy zablokował atak. Przeciwnik był niezwykle silny. Atakował on raz za razem, a Deroganowi pozostawało jedynie go blokować.
W pewnym momencie napastnik na chwilę się odsłonił, w okolicy biodra, a Derogan wykorzystał tę sytuację aby uderzyć. Poczuł, że miecz nie trafił w cel. Przeciwnik zrobił unik. Jednak ostrze przecięło sakiewkę napastnika, z której wypadł kawałek kartki, zwinięty w rulon.
Lecz w odwecie przeciwnik wytrącił miecz Deragona z ręki właściciela. Siła uderzenia sprawiła, że Derogan upadł na ziemię. Przeciwnik zbliżył się by zaatakować.
Jednak w tej chwili Derogan poczuł w sobie niezwykłą moc. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuł. Machinalnie podniósł rękę i... wytrysnął z niej potężny strumień energii, który uderzył w przeciwnika. Ten pod ogromną siłą uderzenia cofnął się. Przerażony spojrzał na Derogana, po czym uciekł w rosnące nieopodal krzaki. Derogan powoli wstał. Czuł się zmęczony, jakby spędził cały dzień na treningach. Jakby przez sen podniósł kartkę, która wypadła przeciwnikowi i rozwinął się. Jak podejrzewał, był to list. Oto co na nim pisało:

„Mój sługo
Dość już paladyni rządzili w Świętym Zagajniku. Nadszedł czas, aby uderzyć. W nocy przesilenia wiosennego poprowadzisz pięćdziesięciu bandytów do ataku na to plugawe miejsce.
Twój Pan i Władca"

Deroganem wstrząsnął dreszcz. Święty Zagajnik był jego miejscem urodzenia i jedną ze świątyń paladynów. Oprócz tego przesilenie ma być jurto w nocy.
Derogan spojrzał w zrozpaczony w księżyc. Nagle coś sobie uświadomił. Przecież mógł powiedzieć o tym wujowi. Ten na pewno pomógłby paladynom ze Świętego Zagajnika.
Odwrócił się i niesiony tą myślą, pobiegł w stronę miasta.

* * * * *

Po wyjściu Derogana, Trandur nadal pozostał w kwaterze paladynów. Usiadł na krześle i oglądał ćwiczących paladynów. W myślach oceniał ich walkę: „Świetne cięcie z lewej, ale ta blokada była z góry zdana na porażkę, a ta flinta była całkiem niezła".
Naraz przez drzwi wpadł zdyszany Derogan. Trandur błyskawicznie obrócił głowę.
-Coś się stało? – spytał z niepokojem w głosie.
Derogan z trudem wydyszał:
-Kiedy wychodziłem z miasta zaatakował mnie nieznany napastnik. Przypadkiem rozciąłem mu sakiewkę, a z niej wypadło to – tu Derogan podał Trandurowi list. – Poza tym jestem wykończony.
Trandura niespokojnie przebiegł wzrokiem wzdłuż zdań listu, analizując każde zdanie. „Dość już paladyni rządzili w Świętym Zagajniku", słowa owiane grozą dużej mocy, „W nocy przesilenia wiosennego poprowadzisz pięćdziesięciu bandytów do ataku", te słowa w pełni usprawiedliwiały strach, jaki poczuł Trandur, „Twój Pan i Władca", kto w taki sposób kończy list? Ktoś o dużej władzy. W końcu oddał Deroganowi list i powiedział:
-Jest to bardzo niepokojąca sprawa. Zbiorę silny oddział paladynów i ruszymy Świętemu Zagajnikowi z odsieczą. Ty natomiast masz natychmiast wyruszyć do Nithal. Teraz najważniejsze jest dla ciebie, abyś nauczył się, jak być paladynem.
Derogan skrzywił się z niesmakiem i powiedział:
-Nie zamierzam stać bezczynnie, kiedy będzie się toczyć bitwa o moje miejsce urodzenia. I nie zdołasz mnie przekonać, abym zmienił zdanie.
Trandur popatrzył na niego z zamyśleniem.
-I naprawdę nic nie zmieni twojej decyzji? – spytał w końcu.
Derogan pokręcił głową.
-Tam się urodziłem. Jeśli Święty Zagajnik zostanie zniszczony, zniszczona zostanie też część mnie.
Trandur westchnął.
-Upór masz chyba po ojcu. Tylko on umiał zignorować rozkazy przełożonego paladynów.
Derogan pozostał niewzruszony.
-Niech ci już będzie, Deroganie. Zatem wyruszysz do Świętego Zagajnika i przekażesz tamtejszym paladynom – tu pochylił się nad kartką papieru i nakreślił na nim kilka zdań. Następnie podał go Deroganowi – ten list. Znajduje się tam ostrzeżenie i informacja o naszym wsparciu.
Derogan wziął list, a następnie wsunął go za pas.
-Jeszcze jedno Deroganie – powiedział Trandur po czym otworzył kufer obok i wyjął dwa przedmioty. Pierwszym był żelazny hełm zamknięty, z dziurami na oczy i małymi dziurkami do oddychania. Drugim była żelazna tarcza. Trandur podał je Deroganowi po czym rzekł – oto hełm rycerski i pancerny puklerz. Mam nadzieję, że ci się niedługo przydadzą.
-Dziękuje wuju. Zapewne twoje nadzieje się spełnią – powiedział Derogan, po czym włożył hełm do plecaka, a tarczę nałożył sobie na łokciu.
-Niechaj Światłość cię strzeże Deroganie – powiedział Trandur.
-I niechaj twój miecz niepowstrzymanie tnie wrogów – odparł Derogan.
Po czym, mimo zmęczenia, szybko wybiegł z kwatery, a następnie natychmiast ruszył w stronę bramy miasta. Po drodze przegryzł trochę chleba razowego po czym popił go łykiem mleka. To od razu dodało mu sił.
Po minięciu bramy przebiegł przez most, pobiegł jeszcze trochę drogą, a następnie skręcił w prawo, minął dom Kluspa, po czym zatrzymał się przestraszony.
Drogę do Świętego Zagajnika blokowało czterech mężczyzn. Byli ubrani na czarno, z fioletowymi płaszczami i założonymi kapturami. Derogan rozpoznał w nich bandytów. Szybko schował się za niewielkim świerkiem. Wiedział, że prawdopodobnie nie zdoła pokonać ich wszystkich naraz. Wyjrzał zza drzewa. Wtedy zauważył go jeden z bandytów i ruszył w stronę Derogana z obnażoną klingą.
Deroganowi przemknęła myśl, „dlaczego nie wezwał innych". Jednak nim bandyta do niego dotarł, Derogan założył tarczę na ramię, oraz wyjął z plecaka hełm, a następnie nałożył go na głowę.
Kiedy bandyta zaatakował, Derogan wykonał zgrabną flintę oraz zdecydowanie ciął w klatkę piersiową. Klinga przecięła strój, po czym wbiła się w ciało. Bandyta zawył, a był to wyk tak potworny, że Derogan zadrżał.
Wtem pozostali bandyci zauważyli śmierć towarzysza i ruszyli na Derogana. Ten się skrzywił, po czym pobiegł w ich stronę, aby nadać swojemu ciosowi impet.
„Spokojnie, opanuj oddech, przygotuj się do ataku", uspokajał się w myślach.
Kiedy był już bardzo blisko napastników, ciął z zaskoczenia w najwyższego bandytę. Ten spróbował zablokować cięcie, ale impet był tak wielki, że jego krótki miecz pękł z trzaskiem na pół.
Bandyta z zaskoczeniem opuścił miecz, po czym jego brzuch przeciął szeroki miecz Derogana. Bandyta upadł na ziemię, cały w drgawkach.
Kątem oka Derogan zauważył, że miecz bandyty, leżący na ziemi, miał na spodzie rękojeści wyrytą literę „R”. Zapisał sobie ten szczegół w pamięci, czując, że na pewno się przyda, po czym rozpoczął walkę z dwoma pozostałymi bandytami, którzy przybiegli później niż największy, powalony właśnie przez Derogana.
Derogan szybko rozgryzł ich, dość prostą strategię. Jeden ciął z lewej, natomiast drugi z prawej strony. Sposób ten zadziałałby pewnie w przypadku normalnego szermierza, ale Derogan miał także tarczę. To pozwoliło mu na zabicie bandyty z prawej, który po oddaniu ciosu odsłonił lewe biodro, co wykorzystał Derogan wykonując tam piękne pchnięcie.
Bandyta z lewej był jednak o wiele groźniejszym przeciwnikiem. Derogan szybko zorientował się, że stawia głównie na szybkość. Postanowił wykonać ryzykowny atak. Uderzył z całej siły w brzuch bandyty. Ten jednak wykonał unik, po czym ciął w prawą rękę Derogana.
Ostrze dotknęło skóry. Derogan poczuł chłód ostrza i przejmujący ból.
W tym momencie poczuł się dziwnie. Oprócz bólu czuł też dziwną moc, najbardziej podobną do tej, którą poczuł podczas walki z nieznanym napastnikiem, lecz jakby zwielokrotnioną. Wtedy zauważył, że emituje z niego dziwne, niesamowicie jasne światło.
Bandyta zasłonił oczy ręką, po czym zaczął się wycofywać. Na jego twarzy było widać strach. Nagle Derogan poczuł swędzenie w miejscu rany spojrzał tam i nie zauważył nic. Rana zniknęła. Wtedy Derogana oślepiło światło po czym obrócił się w ciemność, tracąc przytomność.

* * * * *

„W lesie stał człowiek w brązowej, połatanej bluzie i zielonych spodniach. Miał szare włosy oraz zarost, świadczące o sporym wieku. W ręce trzymał butelkę wina, z której raz po raz popijał. U boku wisiała pochwa, a w niej schowany miecz. Był to ten sam człowiek, który zaatakował Derogana. Patrzył niespokojnie po drzewach. Czekał na kogoś.
-A jednak nie uciekłeś, gdzie wino w górę płynie – rozległ się drwiący głos zza drzewa.
Człowiek odwrócił się.
Zza drzewa wyszedł mężczyzna ubrany w czerwono-zielona tunikę, czerwone spodnie zapięte złotym pasem i żelazne buty. Założoną miał zieloną, czapkę, jedną z tych, które noszą tropiciele. Na plecach powiewał mu czarny płaszcz. W dłoniach trzymał runiczny miecz o zielonej rękojeści. Miał brązowe, rozkudłane włosy i nienaturalne, czerwone oczy.
-Mam nadzieję ze udało ci się zabić przywódcę tych przeklętych paladynów w Karka-han? To byłby chyba twój pierwszy triumf.
Ten skrzywił się:
-Nie, ale zobaczyłem dziedzica Sqarudura, Mroczny Patryku!
Mroczny Patryk wydawał się przestraszony, rozgniewany i jeszcze coś, czego nie można było rozpoznać. Ściszył głos i zaczął rozmawiać z tamtym zbyt cicho, aby można było coś usłyszeć."

* * * * *

Derogan nagle się obudził. Nad sobą zobaczył skórzany dach namiotu. Leżał w łóżku. Zdjęto z niego zbroję, hełm, tarcze i plecak. Odwrócił głowę.
Obok niego stał paladyn w zielonej zbroi. Miał brązowe włosy. Na jego plecach był zawieszony dwuręczny miecz. Patrzył na niego z troską. Kiedy zauważył, że się obudził na jego twarz wstąpił promienny uśmiech.
-Gdzie jestem i jaka to data ?– spytał Derogan.
-Jesteś w moim namiocie w Świętym Zagajniku, a jest dziesiąta ostatniego dnia przed nocą przesilenia wiosennego.
„A więc spałem ponad dzień", pomyślał zaskoczony Derogan. Wtedy przypomniał sobie co się stało.
-Mam dla was list od mego wuja, Trandura! – wykrzyknął Derogan.
Paladyn sprawiał wrażenie zaskoczonego.
-Przełożony paladynów w Karka-han to twój wuj? – spytał ze zdziwieniem.
Derogan pokiwał głową. Paladyn gwizdnął z uznaniem.
-Tak czy owak gdzie ten list? – spytał.
Derogan wskazał na stół, gdzie leżała jego zbroja. Paladyn podszedł tam i wyjął zza pasa list. Gwizdnął, po czym w wejściu do namiotu ukazał się młody chłopiec. Paladyn powiedział coś do niego i podał mu list. Chłopak wypadł z namiotu i gdzieś pobiegł.
Paladyn zwrócił się do Derogana:
-List dotrze do starszyzny. Aj... zapomniałem się przedstawić. Jestem Gomil.
-Nazywam się Derogan.
-Piękne imię – odparł Gomil.
-Jak tak właściwie się tutaj znalazłem?
-Kapłan Setlan znalazł cię przed kaplicą Światłości, a następnie poinformował całą wioskę. Szybko zdecydowano, że powinieneś zostać umieszczony w moim namiocie.
„To oznacza, że najprawdopodobniej się teleportowałem", pomyślał Derogan.
-Może opowiesz co się stało – wtrącił nieśmiało Gomil.
Derogan z chęcią podzielił się z kimś innym swoimi krótkimi przygodami. Kiedy Gomil wszystko usłyszał krzyknął:
-Toż to jedna z najlepszych opowieści jaką słyszałem! Podzielę się nią ze starszyzną. Nie mogę pozwolić, by ominęła ich ta przyjemność. Ty lepiej odpoczywaj.
Derogan natychmiast odrzucił kołdrę.
-Nie będę tutaj leżał, jak leniwy niedźwiedź – powiedział z uporem.
Gomil uśmiechnął się.
-A więc najlepiej potrenuj z Fiarusem. Stoi obok namiotu.
Derogan wstał i poszedł po ekwipunek. Założył zbroję, hełm włożył do plecaka, który narzucił na plecy. Tarczę umieścił na łokciu jak poprzednio. I wtedy zauważył brak jednego przedmiotu.
-Gomilu, wiesz może, gdzie jest mój miecz.
Gomil wzruszył ramionami.
-Nie widzieliśmy go obok ciebie.
Derogan przypomniał sobie, że opuścił miecz, kiedy oślepiło go światło. Poczuł żal. Od bardzo dawna miał tę broń.
-Muszę kupić nowy miecz – powiedział do Gomila. – Gdzie mogę znaleźć kupca?
Gomil wyglądał na oburzonego.
-Nie będziesz musiał go kupować – powiedział Gomil. – Syn Andauana Wielkie Światło nie będzie płacić za broń w Świętym zadajniku! Idź do Gorna. On ci pomoże wybrać miecz, a następnie ci go da. Pójdziesz tam z Fiarusem. Chodź.
Wyszli z namiotu. Święty Zagajnik znany był także, jako piękne miejsce zdominowane przez przyrodę. Jedyną murowaną budowlą była Kaplica Światłości. Paladyni podziwiali piękno nie tylko światła, ale także przyrody. Wszyscy pozostali mieszkańcy Świętego Zagajnika rezydowali w namiotach.
Niedaleko ich stał paladyn w niebieskiej tunice a na plecach miał zawieszoną ciemnoszarą pelerynę. Miał też długie blond włosy.
Gomil przywitał go i zaczął rozmawiać ściszonymi głosami. Derogan rozejrzał się.
Wokół było sporo drzew. Zastanowił się, czy można by użyć ich w celach obronnych. Już teraz myślał o nadchodzącej bitwie.
Wtem paladyni skończyli rozmowę i Fiarus powiedział do Derogana:
-Zaprowadzę cię do Gorna.
Poszedł w stronę górnej drogi, a Derogan ruszył za nim. Następnie skręcili w prawo i znowu w prawo. Dotarli do namiotu.
Stał tam paladyn, który był najpewniej handlarzem Gornem. Fiarus zaczął z nim o czymś rozmawiać zbyt cicho, aby Derogan coś usłyszał.
Powoli zaczynało go to denerwować. Rozejrzał się. Nigdzie nie widział paladynów z miasta. Zaczynał mieć złe przeczucia.
W końcu Fiarus skończył rozmowę i odszedł na bok. Tymczasem Gorn podszedł do Derogana.
-Teraz wybierzemy ci miecz – powiedział. – Jakim rodzajem miecza dotąd walczyłeś?
-Szerokim mieczem.
Gorn pokiwał głową.
-A jak walczyłeś? – spytał.
-Walczyłem zgodnie z prastarym sposobem naszego rodu, techniką squmanil – odpowiedział Derogan. – Spodobał mi się on najbardziej.
Gorn ponownie pokiwał głową.
-Dużo pchnięć, cięć, flint oraz bloków. Ten styl jest dobrze znany. Trudniej go opanować.
Derogan przypomniał sobie, jak przez tydzień dostosowywał się do tego stylu. Wiedział, o czym Gorn mówi.
Kupiec na chwilę zniknął w namiocie, a następnie wrócił z mieczem, który Derogan znał aż za dobrze. Był to miecz z wielu książek o paladynach, mały miecz paladyna. Zwykle dostawało się go, kiedy twoje czyny były dość wielkie i szlachetne.
Miał rękojeść w kształcie krzyża i dość długą, wykutą z mieszaniny żelaza i stali. Nie był to jednak zwykły miecz tego typu. Jego osłona składała się z czystego złota, a na środku wyrzeźbiono literę „S”. Był to Początek Światła. Miecz, który otrzymał jego ojciec po zabiciu herszta orków, który o mało nie zniszczył Mythar, miasto położone daleko na zachód. Czyn ten spowodował wycofanie się orków daleko na południe. Oczywiście potem specjalnie wykuto ten miecz.
W drugiej ręce Gorn trzymał pochwę miecza. Wykonana została z platyny i ozdobiona pięknymi rzeźbieniami, często urozmaiconymi drobniejszymi klejnotami.
-Nie jestem godzien przyjąć tego miecza – powiedział Derogan.
Gorn spojrzał na niego z zaskoczeniem.
-To samo powiedział twój ojciec, kiedy Seltan chciał mu wręczyć ten miecz – odpowiedział Gorn. – Chyba twe przygody pokazały, że jesteś bardziej podobny do ojca niż przypuszczałeś. Nie dziw się tak, ta opowieść już obiegła cały Zagajnik. Tak czy owak nie dam ci innej klingi. Udowodniłeś, że jesteś jej godzien.
-Niech i tak będzie – rzekł Derogan. – Więc przyjmę Początek Światła. Nadal jednak nie sądzę, bym dobrze na niego zasłużył.
Gorn wzruszył ramionami i podał Deroganowi miecz. Ten przyjął go z pobożnością.
Kiedy chwycił go, poczuł przebłysk mocy pochodzący z miecza. Podniósł go i zauważył, że litera „S”, którą przedtem uznał za płaskorzeźbę, to tak naprawdę złoty kryształ w tym kształcie. Czuł w nim niesamowite ilości energii.
Schował miecz do pochwy i podziękował Gornowi. Spróbował zaproponować mu całe swoje złoto, ale handlarz odmówił mówiąc:
-Spotkanie syna Anduana Wielkie Światło to dla mnie już dość duża nagroda.
Derogan ponownie podziękował Gornowi, obiecując mu, że kiedyś zdoła znaleźć zapłatę, którą dobroczynny handlarz by przyjął.
Gorn uśmiechnął się.
-Jeśli nie przestaniesz – powiedział – może zdołam rozmyślić się do miecza.
Derogan postanowił nie męczyć więcej Gorna. Nagle coś sobie przypomniał.
-Bandyta, z którym walczyłem miał na spodzie rękojeści miecza wyrytą literę „R” - odezwał się. – Nie wiesz może, co to oznacza?
Gorn wyglądał na zaskoczonego.
-Czy tylko jeden bandyta miał taką literę?
-Nie jestem pewien. Widziałem tylko jeden spód, ale możliwe, że miały ją też inne miecze.
Gorn przestał go słuchać i zaczął mamrotać coś do siebie. Derogan zaskoczony oddalił się. Wolał nie zagłębiać się w ten temat. Gorn wyglądał na zmieszanego.
Podszedł do Fiarusa. Ten przyjrzał się Początkowi Światła.
-To niezwykły miecz – powiedział. – Jednak nie wiedziałem, że Gorn go ma. Ten człowiek skrywa więcej sekretów niż można by przypuszczać. Założę się, że teraz też ma jakąś cenną lub potężną rzecz w namiocie. Tak czy owak może wypróbujmy go?
-Oczywiście – odpowiedział Derogan.
Fiarus wyjął miecz i skrzyżowali klingi. Jak Derogan się spodziewał Fiarus był od niego lepszy. „W końcu to pełen paladyn, a ja dopiero się uczę się jak być paladynem", pomyślał Derogan. Jednak mimo to udało mu się cztery razy wygrać. Derogan podejrzewał że to dzięki swemu stylowi, przekazywanym z pokolenia na pokolenie.
Po okołu trzydziestu walkach podszedł do nich mężczyzna ubrany w złotą tunikę oraz biały kaptur, którego płaszcz był zapięty przy szyi.
-Wystarczy – powiedział.
Derogan przestał walczyć i schował miecz do pochwy. To samo zrobił Fiarus.
-O co chodzi – spytał zaniepokojony Derogan.
-Musimy porozmawiać – powiedział. – Chodź ze mną.
Derogan posłuchał go i poszedł z nim na niewielką polanę.
-Nazywam się Seltan – powiedział – nie mów mi o sobie, albowiem Gomil już mi o wszystkim opowiedział. Najpierw poinformuję cię, że posiłki Trandura nie przybyły. Wysłaliśmy do niego posłańca, ale jeszcze nie wrócił. Ale jest coś jeszcze. Niedawno nieświadomie użyłeś dwukrotnie potężnej magii. Moc, którą ostatnio użyłeś była tak wielka, że odczułem to w umyśle. Jest to rzecz po prostu niezdarzona. Nikt nigdy nieświadomie nie użył magii. A te dwa pozostałe zaklęcia zabiłyby niejednego wyszkolonego paladyna. Jednak skoro masz potencjał nauczę cię tej mocy używać.
I do wieczora uczył Derogana magii. Dokładny opis zabrałby mi zbyt dużo czasu (może nawet pięć rozdziałów) więc powiem tylko czego się Derogan nauczył.
Nauczył się sięgać świadomością w stronę innych umysłów. Była do przydatna umiejętność, polegająca na wysłaniu swojej woli w przestrzeń, wyczuwaniu innych umysłów, rozmawianiu z nimi oraz nawet czytaniu w myślach. Jednak ta ostatnia umiejętność była trochę ograniczona; jeśli próbowało się czytać w myślach innego, władającego tą sztuką, należało najpierw go pokonać w niesamowicie skomplikowanej walce umysłowej. Seltan go poinformował, że można nawet kontrolować umysł innej osoby, jednak było to zakazane, chyba że zaszły wyjątkowe warunki.
Oprócz tego poznał też sztukę wystrzeliwania pocisków oraz kul magii. Wystarczyło uformować moc w przestrzeni oraz posłać ją siłą woli. Dlatego też im więcej się posyła, tym trudniej nad nimi panować. Można jednak zmieniać im trajektorię lotu oraz formować różne kształty, a nawet zmieniać zabarwienie.
Przydatną umiejętnością było też formowanie tarczy magicznej. Wystarczyło uformować moc na obszarze. Istnieją trzy rodzaje tarcz: klasyczna, zawieszona w powietrzu. Odbija tylko magię. Drugim rodzajem jest tarcza obszarowa, którą można nałożyć na przedmiot oraz zakamuflować. Ta jednak też odbija tylko magię. Istnieje też tarcza materialna, zdolna zatrzymać potencjalnie wszystko. Ten rodzaj tarczy jednak zużywa najwięcej mocy.
Ostatnią umiejętnością było przelewanie i zabieranie z kryształów moc. Każdy kryształ ma jakąś pierwotną moc magiczną, nie mówiąc o tych, do których została jeszcze przelana. Można dla przykładu codziennie oddawać połowę mocy przeciętnego maga, a w miesiąc otrzyma się energię zdolną utrzymać spory dom (murowany) w powietrzu (na wysokości pięciu metrów) przez całą godzinę. Aby przelać energię, należy ją „wcisnąć” do klejnotu, aby odebrać należy ją natomiast „wydrzeć” z kryształu.
Te wszystkie umiejętności podniosły bardzo szansę Derogana, na wygranie z dowolnym przeciwnikiem.
Kiedy zapadł wieczór Seltan pożegnał się z Deroganem, a ten odkrył, że w krysztale w mieczu ma w sobie olbrzymie zasoby energii magicznej. Postanowił zachować ją na przyszłość.
Nagle coś przykuło jego uwagę. Odbicie promieni zachodzącego słońca o miecze. Spojrzał w lewo i ku zgrozie ujrzał armię bandytów, jakiś kilometr stąd. Westchnął.
Czekała ich bitwa, a posiłków wuja nie było widać. Los Świętego Zagajnika nie zapowiadał się zbyt dobrze.


Komentarze

Pozostałe artykuły

  • Wywiad z Mezoarem sar Selu

    Profil: www.margonem.pl/?task=profile&id=224420 Hacku: Witaj! Dziękuję, że zgodziłeś się na udzi...

  • Wywiad z Darazatem

    Wywiad z Darazatem lipko111: Dziękuję, że zgodziłeś się na przeprowadzenie wywiadu, jak się z tym c...

  • Wywiad z Hurinem

    Nerth: www.margonem.pl/?task=profile&id=3568959 - Kontakt kontakt@msvm.pl lub GG: 33939625 Hurin...

×

Porównaj przedmioty Usuń przedmioty

  • Topór orka
    Topór strumienia posoki* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 837-1023
    Cios krytyczny +1%
    Siła +34
    Obniża SA przeciwnika o 0.25
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 60
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 26.6k
  • Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 1210-1479
    Siła +80
    SA +27%
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 76
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 40.3k
+ Przeciągnij tutaj przedmioty do porównania