Margonem Batalia Światła, rozdział 2

Autor: Polskijjay

Rozdział 2
Dalej w świat


-Przygotować się! Wróg już prawie dotarł!
Derogan spojrzał na, już w niedalekiej przyszłości, pole bitwy.
Paladyni zebrali się przy kawałku palisady z odstępem, aby można było przejść. Było to jedyne wyjście, a jednocześnie wejście do Świętego Zagajnika. Uczyniono tak dlatego, że pozostałą część odgradzał las zbyt gęsty, aby się przez niego przedrzeć. Na prawo (czyli na zachód) jeszcze niedawno stał namiot Gorna. Jednak na czas ataku zwinął namiot i zaniósł z całym dobytkiem za palisadę. Na lewo stała dalsza palisada. Stała tam, ponieważ las był mało gęsty i istniała szansa, że przeciwnicy przejdą przez las. Na wprost znajdowało się rozdroże dróg (jedna prowadząca do Zagajnika, druga do namiotu Gorna i trzecia do przedmieść Karka-han), co dawało trochę wolnej przestrzeni. Dalej jednak dalej był las, chociaż nie tak już gęsty.
I tamtędy właśnie bandyci przedzierali się do Świętego Zagajnika. Dotarli już niemal do krańca lasu. W każdej chwili mogli znienacka wypaść zza drzew.
Na czas ataku całkowite dowodzenie nad Zagajnikiem zostało powierzone niejakiemu Raistlinowi. Pod jego dowództwem mieli odeprzeć atak bandytów. Jednakże szanse mieli niewielkie. Święty Zagajnik miał mało mieszkańców. Skutkiem tego przy odstępie w palisadzie zebrali się wszyscy.
W pierwszym szeregu stał Gomil i najprawdopodobniej jego brat bliźniak. Obydwaj mieli podobne twarze, zbroje i włosy. Obok nich stał jeszcze paladyn w pełni zakuty w czerwono-szarą zbroję. Na głowie miał założony hełm. Nie było widać twarzy. W drugim szeregu stał Fiarus i jakiś paladyn. Miał on na sobie w pełni zieloną zbroję. Oprócz miecza w lewej dłoni trzymał dużą, tarczę, z zielonym, wypukłymi kołami pośrodku, na górze i dole. Obok niego stała paladynka. Miała jasne włosy i niebieskie oczy. Jej zbroja było poprzecinana złotymi liniami. Przy niej stał Gorn. Dalej stał sam Raistlin, a obok niego dwaj członkowie starszyzny. Raistlin miał na sobie zbroję, podobnie jak paladynki poprzecinaną złocistymi pasemkami. Miał także hełm oraz czerwoną pelerynę. Członkowie starszyzny mieli podobne ubrania. Obydwaj mieli kolczugi oraz peleryny, z tym że ten po lewej miał niebieską kolczugę i zieloną pelerynę, a ten z prawej zupełnie na odwrót. Na samym końcu stał Selten z dwoma mężczyznami. Byli oni ubrani w białe szaty z założonymi kapturami. Wzdłuż bioder mieli zawiązany sznur. Derogan dowiedział się, że starszy to kapłan, natomiast ten młodszy to akolita. Mieli oni nieustannie miotać we wroga magią.
A więc razem, pomijając Derogana, było tam dziesięciu paladynów, dwóch kapłanów i jeden akolita. Razem czternastu obrońców Świętego Zagajnika, a naprzeciwko im pięćdziesięciu bandytów oraz, jak przypuszczał Derogan, ten sam człowiek, który zaatakował go w Karka-han.
I jeszcze ten cały Mroczny Patryk. Zawsze, gdy o nim myślał czuł dziwne uczucie. Wydawało mu się wtedy, jakby coś ze sobą kontrastowało. Było to naprawdę dziwne uczucie, zdolne porównać chyba tylko z instynktem. Derogan podejrzewał że to działanie magii, chociaż oczywiście nie musiało tak być.
Nie czuł się pewnie na myśl o tej bitwie. Owszem, walka zapewniała niesamowite wrażenia, ale wielka bitwa była czymś innym, niż mała walka jeden na jeden. On sam był jeszcze bardzo młody, a już brał udział w potyczce większych oddziałów. Poza tym nie lubił zabijać. Los bandytów usprawiedliwiał tylko tym, że zapewne zabili wielu ludzi i ograbili wielu podróżnych. Ta wiedza pomagała uspokoić sumienie.
Wtem zza drzew wynurzyli się pierwsi bandyci. Wszyscy byli ubrani tak samo jak ci, których pokonał Derogan; w czarne stroje z płaszczem i założonym kapturem. Nim zdążył posłać ku nim magiczny pocisk, pozostali paladyni wysłali swoje. Derogan stał pośrodku oddziału obrońców, więc wyraźnie je widział. Wszystkich sześciu bandytów padło na ziemię, zabici na miejscu przez wielką energię.
Nagle zza drzew wypadła cała reszta przeciwników. Derogan dostrzegł wśród nich owego człowieka z Karka-han. Teraz, w promieniach zachodzącego słońca dostrzegł, że jego miecz otacza dziwna, czarna aura. Nagle bez ostrzeżenia zza jego pleców posypała się cała masa pocisków magicznych.
Derogan się skoncentrował i wysłał własny w środek atakujących przeciwników. Rozbłysk magii powalił czterech. Wtedy paladyni ruszyli do ataku. Derogan także z nimi pobiegł. Wielki impet ataku załamał siłę bandytów. Derogan wybiegł ze środka i zaczął walczyć.
Na początku powalił dwóch bandytów mocnym, sprawnym cięciem. Początek Światła idealnie nadawał się do walki. Wydawał się nic nie ważyć, był jak przedłużenie ręki. Oprócz tego był o wiele ostrzejszy od jego dawnego miecza. Kiedy zrobił zamach, celując w głowę trzeciego bandyty, nagle pomiędzy nimi pojawiła się znikąd czarna tarcza z magii. Derogan wzdrygnął się, kiedy metal w zderzeniu z magią zapiszczał żałośnie.
Odskoczył i rozejrzał się, poszukując tego, który przywołał tarczę.
Po prawej stał ów człowiek z Karka-han i to on władał tą mocą. Derogan zdziwił się tym odkryciem, po czym posłał ku bandycie pocisk magii. Kiedy uderzył, Derogan zorientował się, że włożył w niego za dużo mocy. Złota smuga zniszczyła magiczną tarczę, jakby to był papier i uderzyła w bandytę. Przepaliła mu brzuch, a następnie poleciała dalej i uderzyła w kolejnego, który natychmiast spłonął w płomieniach magicznego, złocistego ognia, o wiele gorętszego od zwykłego.
Derogan odwrócił się w stronę nowego przeciwnika i powiedział:
-Znów się spotykamy.
-Owszem – jego głos był zachrypnięty. – I tym razem szczęście cię nie uratuje. Twoje nowe zdolności też nie, teraz nie będę powstrzymywał się z użyciem magii.
-Wydaje mi się, że ostatnio uciekłeś.
Tamten milczał. Derogan uśmiechnął się, po czym ciął.
-Wybacz, ale jakoś nie kojarzę twego imienia.
Tamten zablokował ostrze.
-Możesz mi mówić Manqerl. Ale ta wiedza zbyt długo ci nie posłuży.
Derogan cofnął miecz po czym zaatakował, próbując odciąć Manqerlowi głowę. Ten jednak sparował i sam uderzył, próbując dźgnąć go w brzuch. Derogan jednak dużo się nauczył w walce z Fiarusem. Walka z zawodowcem jest bardzo pouczająca.
Odskoczył, wykonując flintę, po czym ciął w zaskoczonego przeciwnika, celując w lewą rękę.
Miecz trafił i stworzył sporą, lecz nie tak głęboką jak Derogan chciał ranę. Manqerl syknął.
Odskoczył i natychmiast zasłoniło go pięciu bandytów. Derogan jęknął na myśl o pokonaniu ich wszystkich. Nagle znikąd pojawił się Gomil z bratem i zaatakowali bandytów. Tamci cofnęli się zaskoczeni. Derogan ominął ich.
Zauważył, że rana Manqerla niemal całkowicie zniknęła.
Leczy się, pomyślał.
Z bitewnym okrzykiem rzucił się na przeciwnika. Ten zablokował cięcie i kontratakował. Derogan odskoczył i wykonał pchnięcie. Manqerl wykonał nieprecyzyjną flintę, przez co na ułamek sekundy osłonił lewy bok. Derogan pchnął tam.
Wiedział, że trafił, ponieważ do jego uszu dobiegł jęk bólu. Cofnął się.
W tej chwili przed nim przebiegł paladyn w czerwonej zbroi. Nieumyślnie potrącił przeciwnika Derogana. Ten odskoczył.
Wydaje się być niezdarny, pomyślał Derogan, pewnie stawia głównie na proste ciosy, wkładając w ni więcej siły. I tutaj dostrzegł swoją szansę.
Derogan w swojej walce był bardzo (ale to bardzo) precyzyjny. Nie polegał ani na sile, ani na zręczności. W walce był niemal zrównoważony. Tylko czasami zręczność była ważniejsza od siły lub na odwrót.
Wtedy zaczął najbardziej skomplikowaną walkę, w jakiej kiedykolwiek brał udział. Za niemal każdym uderzeniem trafiał w przeciwnika, jednak ten prawie natychmiast się leczył. Derogan dostrzegł na jego czole krople potu.
Męczy się, pomyślał z satysfakcją Derogan, długo już nie wytrzyma. Walka z porządnym przeciwnikiem jednak uczy wiele.
Na chwilę odskoczyli od siebie. Obaj ciężko dyszeli, jednak Manqerl wydawał się mniej zmęczony. Derogan bardzo się zdziwił. W końcu przed chwilą tamten był taki zmęczony.
-Zmęczony? – spytał z kpiną Manqerl.
Wtedy Derogan ujrzał na osłonie jego miecza widniał czarny kryształ. I wówczas wszystko zrozumiał.
Jego przeciwnik bierze moc z kryształu. Na chwilę rozejrzał się wokół. Z zaskoczeniem odkrył, że sala zwycięstwa przechyliła się na stronę paladynów. Jeszcze bardziej się zdziwił tym, że wokół niego leży cała masa ciał bandytów. Zupełnie już się zdziwił, gdy sięgnął umysłem w ich stronę, nie spuszczając wzroku z przeciwnika, i odkrył, że to energia pochodząca z niego zabiła tych ludzi.
Wiedział to, ponieważ wyczuwał w ich ciałach energię, idealnie pasującą do jego. Nie było w niej najmniejszych zmian. Znowu nieświadomie używałem magii, pomyślał tym razem nawet nie poczułem odpływu tej mocy. A może poczułem, tylko że byłem tak zajęty walką z Manqerlem, że nawet nie zwróciłem na to uwagi.
W tej chwili Manqerl uniósł swój miecz i coś krzyknął. Było to raczej coś w stylu „Durekar” ale Derogan nie był pewien.
Wokół rozbłysło czarne światło (jak to w ogóle możliwe?) i wyłoniła się z nich cała masa szkieletów. Derogan zadrżał.
Widział obrazki nieumarłych w książkach i czytał o nich, ale być w ich pobliżu na żywo to coś innego. Derogan poczuł drobne rozbawienie. Na żywo.
Szkielety miały szarą barwę kości, a na sobie czarne zbroje. Na głowach miały założone czarne hełmy, w dłoniach trzymały miecze, o klindze tej barwy. Nie posiadały jednak tarczy, ale Derogan był pewien, że gdyby miały, bez wątpienia także byłyby czarne. Powoli zaczynało go irytować, że niemal wszystko, co związane z wrogiem było czarne.
Szkielety rzuciły się na niego. Razem było ich dwadzieścia. Derogana zdumiała ich siła i zręczność. Zaczął się wycofywać, gdyż nie miał z nimi żadnych szans. Wbiegł zza bramę.
Zebrało tam się trzech paladynów. Byli to: brat Gomila, paladyn z zieloną tarczą i paladynka. Ta ostatnia opatrywała ranę brata Gomila. Ten z tarczą wyglądał zza bramy na bitwę.
-Rozsiekają nas na kawałki – powiedział, kiedy Derogan się zbliżył.
Derogan dostrzegł, że paladyni w kolczugach i peleryny przeciwnych kolorów wdrapali się na drzewa i stamtąd miotali do wroga pociski magii. Nie dostrzegł już żadnego bandyty. Wszyscy zginęli. Teraz widać było już tylko szkielety.
-Wycofać się na kolejny poziom – usłyszał rozkaz.
Derogan obejrzał się i zobaczył, że wszyscy paladyni oraz kapłani, a także akolita wycofali się za palisadę. Szybko pobiegł za kolejną, prowizoryczną palisadę wzniesioną na wzniesieniu. Za nim powlekli się inni.
Palisada sięgała mu do pasa. Derogan stanął za nią, obok reszty obrońców. Szkielety nadchodziły, a na ich czele Manqerl.
Derogan zabrał trochę mocy z kryształu, po czym wystrzelił magiczne kule. Tak samo, jak reszta. Szkielety odrzuciły kule mieczami. Derogan poczuł niesamowity gniew. Gdybym tylko mógł, rozerwałbym ich na strzępy!!!
A gniew, o dziwo, zamienił się w moc.
Derogan odwrócił się i ujrzał Świątynię Światłości. Kierowany dziwnym uczuciem wspiął się na schody i stanął przed drzwiami, po czym się odwrócił.
Zaskoczony zobaczył, że wszyscy się na niego patrzą. W tej chwili miał w sobie tak wiele mocy, że czuł ją na skórze. Podniósł ręce po czym rzekł:
-Salduran!
Poczuł niesamowicie wielki odpływ mocy magicznej. Wtem skrzydlate posągi, stojące przed drzwiami poruszyły się, po czym ożyły. Wbiły się w powietrze, a następnie runęły na szkielety, za każdym ciosem miecza niszcząc jednego.
Derogan dostrzegł Manqerla. Stał on pod schodami, osłupiały. Skorzystał z tego, że pozostali paladyni byli zajęci walką.
-Czym... ty jesteś? – spytał się przerażony – Czym ty jesteś, że samoistnie znasz Wielkie Słowa?
Wtedy Derogan, wiedziony ową wielką mocą wypowiedział kolejne słowa:
-Sarum, Dalarn!
Oszałamiający wiatr złotej magii przebiegł przez cały Święty Zagajnik. Każdy szkielet, którego dosięgnął natychmiast znikał. Wtem Derogan zauważył błysk czerni. Szybko odwrócił głowę.
Zauważył Manqerla, znikającego w rozbłysku czarnego światła.
W tej chwili runął w ciemność, pozbawiony całej energii.

* * * * *

Derogan leżał na ziemi. Czuł na szyi dotyk trawy. Nagle usłyszał czyiś oddech.
Natychmiast otworzył oczy. Nad nim stał człowiek w czerwonej tunice, który właśnie zamachiwał się na niego toporem. Derogan szybko odturlał się od niego. Zrobił to w ostatniej chwili.
Chwilę potem ostrze topora wbiło się z brzękiem w ziemię, w miejsce, na którym przed chwilą leżał Derogan. Ten już z małym trudem wstał i szybko rozejrzał się.
Znajdował się na maleńkiej polanie, otoczonej z północy, wschodu i południa gęstym lasem. Wtedy Derogan dostrzegł swój miecz. Leżał on nieopodal, w pobliżu obszernego drzewa o rozłożystej koronie. Derogan błyskawicznie skoczył i złapał miecz w locie. Zbój (bo to nim rzecz jasna był ten człowiek) porzucił dwuręczny topór, którego nie mógł wyjąć z ziemi i wyciągnął zza pasa krótki sztylet.
Derogan zamachnął się mieczem, jednak zbój zasłonił się i pchnął w jego stronę. Ten wykonał flintę, po czym odskoczył. Przeciwnik był silniejszy, niż bandyci z którymi ostatnio walczył. Postanowił inaczej załatwić sprawę.
-Lepiej uciekaj, bandyto – krzyknął. – Nie dasz rady mnie pokonać!
Ów roześmiał się. Zirytowany Derogan przywołał magię i wysłał ku niemu magiczny pocisk. Bandyta spojrzał na Derogana szeroko otwartymi oczami, w których dostrzec można było zdziwienie i strach. Następnie siła uderzenia rzuciła go na pień drzewa, oddalonego o około trzy metry. Wtedy Derogan zorientował się, że włożył w pocisk za dużo mocy. Znowu.
Podszedł do powalonego bandyty. Siła uderzenia zamieniła mu głowę w ociekającą krwią „papkę". Derogan skrzywił się. Zmiażdżona głowa stanowiła zaprawdę nieprzyjemny widok.
Wtedy zauważył zza pasem zbója sakiewkę. Mógł się założyć, że nie jest to jego sakiewka. Wziął ją i postanowił oddać prawowitemu właścicielowi. Miał dziwne przeczucie, że nie będzie to problemem. W tej chwili odwrócił się i ujrzał straszny widok.
Na ziemi leżał mężczyzna. Był on ubrany w brązową, porwaną w kilku miejscach, szatę z założonym kapturem i leżał na twarzy. Z jego głowy lała się krew. Derogan szybko do niego podbiegł i sprawdził tętno. Nic nie było czuć. Westchnął.
Odwrócił go i ujrzał, że trup ma zupełnie zdeformowaną twarz. Skrzywił się po czym spojrzał na sakiewkę. Nie wydawało mu się, że należy do owego człowieka. Ten był cały zakrwawiony, a na sakiewce nie było widać kropli krwi. Poza tym sakiewka była wykonana z drogiego materiału, widać to było od razu, a trup nie wyglądał, jakby zza życia był bogaczem.
-Obyś znalazł spokój – szepnął.
Derogan wstał, po czym rozejrzał się za pozostałym ekwipunkiem. Tarcza leżała nieopodal tak samo hełm. Plecak natomiast był obok pobliskiego drzewa. Derogan zebrał te wszystkie przedmioty i założył plecak na plecy. Rozejrzał się, próbując zgadnąć, gdzie jest.
Dzięki cotygodniowym lekcjom geografii zgadł, że znajduje się w Przełęczy Łotrzyków. Jeśli szło się dalej na południe natrafiało się na Dolinę Rozbójników, a następnie do Fortu Eder, za którym leżało miasto o tej nazwie. Dalej na południowy zachód było kilka małych krain, a za nimi leżało największe w Margonem miasto, Nithal. Stolica królestwa. Cytadela królewska.
Derogan zastanowił się, co teraz czynić. Wuj zapewne kazałby mu udać się do Nithal, aby zdobył potrzebne wyszkolenie. Poza tym nie miał po co wracać. Armia przeciwników została rozbita, a Manqerl najprawdopodobniej uciekł.
Przypomniał sobie bitwę i zaczął o niej myśleć. Manqerl powiedział, że użył Wielkich Słów, czymkolwiek by były. Wspomniał też, że zna je samoistnie. Ciekawe co to może oznaczać. Wygląda jednak na to, pomyślał, że czymkolwiek są to naprawdę duża moc. A jeśli o mocy już mowa, to skąd w moim ciele znalazła się energia? Przecież zużyłem ją całą podczas bitwy.
Przerwał jednak te rozważania, zachowując je na kiedy indziej i postanowił udać się do Akademii Pladynów. Najwyższy czas.
Ruszył na zachód, do ścieżki. Nagle zauważył niską palisadę, wystającą zza wzgórz. Derogan wiedział, że to wioska koczowników. Jednak nie miał powodów, aby się tam udać więc ruszył drogą na południe.
W drodze przypomniał sobie, że Seltan kazał mu jak najwięcej ćwiczyć magię. Dlatego też stworzył kilka magicznych pocisków, po czym posłał je w punkt na ziemi pod kilkoma trajektoriami. Dzięki zróżnicowanym trasom lotu punkt na ziemi został uderzony ze wszystkich stron naraz. Następnie przećwiczył tworzenie tarcz. Zajął się wszystkimi trzema rodzajami tarcz.
W trakcie ćwiczeń zauważył dziwną rzecz. Jeśli umieści się tarczę materialną wokół osłony to wzmacnia ją. Dlatego też umieścił je wokół całego swego ekwipunku, tworząc je tak, żeby uaktywniły się tylko wtedy, gdy danemu przedmiotowi grozi zniszczenie.
Nagle z pobocznej ścieżki wypadł wielki brązowy niedźwiedź, który z furią zaatakował Derogana. Ten zrobił unik, a następnie z przysiadu ciął w nogę. Niedźwiedź zaryczał, po czym stanął na dwóch łapach, aby móc zaatakować wszystkimi przednimi kończynami naraz. Jednak niedźwiedź w ten sposób odsłonił swoją najbardziej wrażliwą część ciała: słabo umięśniony brzuch. Derogan uniknął pazurów zwierzęcia, po czym pchnął w brzuch. Niedźwiedź przewrócił się na plecy, jego ciałem wstrząsały drgawki. Derogan skoczył mu na brzuch, po czym, dla pewności, odciął zwierzęciu głowę.
Walka skończyła się pozytywnie dla młodego paladyna, ale Derogan wiedział, że miał sporo szczęścia. Niewielu ludzi wychodziło bez szwanku w walce z dorosłym niedźwiedziem. Wstrząśnięty schował miecz. Co mogło go tak zdenerwować. Utrata młodych? Stracenie regularnego źródła pokarmu? Cokolwiek by to było naprawdę go poruszyło.
Po chwili Derogan uspokoił się i ruszył dalej ścieżką. Po obydwu stronach ścieżki rósł gęsty las z wieloma gatunkami drzew.
Nagle usłyszał z lewej strony szelest. Odruchowo wyciągnął miecz, a następnie spojrzał na miejsce, z którego dobiegł ten dźwięk. Było tam zaledwie kilka drzew. Derogan, nie spuszczając wzroku z drzew ruszył dalej. Po kilkunastu krokach uciszył emocje, schował miecz, po czym ruszył w dalszą drogę.
Zszedł z kamiennych schodów, a następnie skręcił w lewo, a potem w prawo. Był tak skupiony na drodze, ze prawie nie zauważył wyłaniającego się z krzaków długiego sztyletu. Prawie.
Błyskawicznie sparował uderzenie, po czym sam pchnął w krzaki. Usłyszał szelest, po czym zza krzaku wyskoczyła rozbójniczka.
Była ubrana w skórzaną koszulę i buty, oraz w zielone spodnie. Włosy miała głębokiej, czerwonej barwy. Derogan zdziwił się. Widział wielu ludzi o rudym ubarwieniu włosów, ale żaden z nich nie miał aż tak intensywnej barwy.
Nagle z drzewa zeskoczyła druga rozbójniczka. Wyglądała dokładnie tak samo jak pierwsza. Razem zaatakowały Derogana.
Ten odskoczył, po czym wykonał cięcie w stronę pierwszej przeciwniczki. Ta wykonała unik. Wtedy za plecami Derogana zaatakowała druga napastniczka, razem z pierwszą z przodu. Derogan wykonał długą flintę, po czym odskoczył tak, aby widzieć obie rozbójniczki. Nagle znikąd pojawiła się strzała, która trafiła jedną z rozbójniczek prosto w czoło. Druga odruchowo odwróciła się. Lecz Derogan wykorzystał ten moment nieuwagi i ciął w brzuch. Rozbójniczka złapała się za trafione miejsce, po czym runęła w trawę. Derogan podniósł głowę, szukając swojego wybawcy. Ten stał niedaleko.
Był ubrany w koszule, spodnie, buty, oraz krótki płaszcz wykonane z niemal nienaruszonej skóry brązowego wilka. Łeb tego samego wilka był wykorzystany jako kaptur. W dłoni trzymał długi łuk. Derogan wiedział, że oto stoi przed nim tropiciel. Skłonił się po czym powiedział:
-Dziękuję za ratunek. Bez ciebie zapewnienie nie poradziłbym sobie. Jestem Derogan, syn Anduana.
Tropiciel uśmiechnął się nieśmiało.
-Jestem Szymon, syn Robina. Nie dziękuj za pomoc. To był zaszczyt pomóc synowi najbardziej sprawiedliwego człowieka, jaki kiedykolwiek żył w Margonem. Jednak nie wiedziałem o twoim istnieniu — odpowiedział nieco zdziwiony.
-Tak jak większość mieszkańców Margonem. Piękny strzał.
-Dziękuję.
-Czy nie jesteś może z Myśliwskiej Wioski?
-Dokładnie.
-Więc co tutaj robisz?
Szymon westchnął.
-To bardzo długa historia, może opowiem ci ją w karczmie na Mokradłach. Oczywiście, jeśli ty także zmierzasz w tamtym kierunku.
Derogan potaknął. Szymon wydawał mu się przyjacielską osobą. Poza tym był mniej więcej w jego wieku. Dlatego też razem przebyli Dolinę Rozbójników.
O dziwo nie spotkali więcej żadnego bandyty. Może to skutek tego, że podróżowali we dwóch, a może po prostu reszta rozbójników wiedziało o dwóch rozbójniczkach i trochę się ich bali. Derogan podejrzewał że po oba po trochu.
Podzielił się swoimi przypuszczeniami z Szymonem, a ten się zgodził.
Okazało się, że mieli z Szymonem wiele wspólnych tematów. Tak samo interesowała ich przyroda. Obydwaj uznawali, że naturę należy chronić. Tak właściwie należało to do obowiązków paladyna i tropiciela. Razem śmiali się z anegdoty opowiedzianej prze Derogana o zalotach na dam z rycerzem, które Derogan kiedyś zobaczył. Szymon natomiast opowiadał dużo o polowaniach, zwłaszcza na wilki, które niedawno napadły Myśliwską Wioskę. Urządzono wielkie łowy i wybito wilki, mimo iż trwało to przez dwa miesiące. Bestie dobrze umiały się ukryć.
Wkrótce przekroczyli granicę Doliny Rozbójników i wkroczyli na Mokradła. Dało się to rozpoznać po zwiększeniu wilgotności w powietrzu oraz pod ich nogami. Poza tym niemal wszędzie (oczywiście poza dosyć suchą drogą) rozpościerały się wielkie plamy mułu bagiennego. Jednak nie musieli długo wędrować przez dosyć duże Mokradła. Nieopodal początku Mokradeł leżał Zajazd pod Zielonym Jednorożcem.
Z tego co Derogan słyszał w Karka-han, interes zajazdu kręcił się całkiem nieźle. Podobno wielu podróżnych wędrowało przez Mokradła, co było bardzo korzystne dla szefa zajazdu, niejakiego Kirka, który, z braku chętnych pracowników, był również karczmarzem. Derogan podzielił się swoimi informacjami z Szymonem, a ten też dodał coś od siebie.
Ponoć w zajeździe można było wynająć konia, oraz gotowała tam znakomita kucharka Helga, znana na całe północne Marognem i nieco mniej niż połowę Margonem południowe.
Które z tych wiadomości są prawdziwe miało się zaraz okazać.
Wędrowcy zboczyli na boczną ścieżkę, wiodącą do zajazdu. Droga była niedługa, dlatego za chwilę zauważyli budynek.
Był on bardziej pospolicie zbudowany, niż kamienice w Karka-han, lecz był za to szerszy. Nad drzwiami wisiał szyld przedstawiający (czego łatwo się było spodziewać) zielonego jednorożca. Przed budynkiem płonęło ognisko, przy którym siedział mężczyzna w wełnianej białej koszuli oraz w zielonych spodniach wykonanych z tego samego materiału.
Przywitał ich słowami:
-Witajcie podróżnicy. Co was sprowadza do Zajazdu pod Zielonym Jednorożcem?
-Ja podróżuję do Nithal i muszę przenocować tutaj.
-Ja wędruję w stronę Thuzal razem z moim towarzyszem.
-A więc życzę wam bezpiecznej podróży. Ja nazywam się Bert i zajmuję się końmi — tu wskazał na kilka koni, pasących się nieopodal.
Derogan razem z towarzyszem weszli do zajazdu, ponieważ zapadał już zmrok. W środku były trzy stoły z kilkoma stołkami wokół. Za ladą stał karczmarz, najpewniej Kirko. W środku było też trzech dość przeciętnych klientów oraz jeden staruszek. Poza tym niedaleko schodów stał mały skrzat leśny, ubrany w czerwony strój. Była także kelnerka.
-Nie wiedziałem, że na Mokradłach mieszkają leśne skrzaty — szepnął Derogan do Szymona.
Ten tylko wzruszył ramionami. Razem podeszli do lady, za którą stał karczmarz. Ten podniósł głowę znad kieliszka, który właśnie czyścił.
-Chcielibyśmy wynająć dwa pokoje na noc — odezwał się Derogan.
Karczmarz uśmiechnął się.
-Właśnie tyle tutaj mamy — powiedział. — I tak się składa, że akurat obydwa są wolne.
-Ile płacimy? — zapytał Derogan.
-Po dwieście sztuk złota.
Derogan wyjął z plecaka własną sakiewkę i przekazał karczmarzowi odliczoną sumę. Ku zdziwieniu karczmarza i towarzysza zapłacił też za Szymona. Zanim ktokolwiek zdołał zwrócić mu uwagę ten zapytał:
-Pokoje są na piętrze?
Karczmarz pokiwał głową. Derogan ruszył w stronę schodów, dając Szymonowi znak, żeby poszedł za nim.
Pokoje nie miały drzwi, ale były wykonane tak, żeby można było widzieć tylko malutki kawałek pokoju. Derogan wybrał drugi od schodów.
Znajdowały się tam dwa okna, łózko, mały stół z niezapaloną świecą, stołek oraz kufer. Pokój Szymona wyglądał niemal identycznie. Jedyną różnicą były nieregularnie ułożone deski podłogowe i ściany, ale przecież człowiek nie może własnoręcznie wykonać dwóch identycznych rzeczy.
Derogan otworzył kufer i schował tam swoje rzeczy, razem ze zbroją. Został w cienkiej koszuli oraz spodniach. Na nogi założył skórzane buty. Zajrzał do Szymona. Ten już zdjął swój podróżny strój. Teraz rozglądał się po pokoju. Gdy Derogan do niego podszedł spytał:
-Dlaczego za mnie zapłaciłeś?
-Uratowałeś mi życie. Sam bym ich nie pokonał.
-Ja też samotnie bym nie dał im rady.
-A więc niech będzie to przyjacielska przysługa. Poza tym mam dość dużo pieniędzy, a ty nie wyglądasz na bogacza.
Szymon westchnął. Wtedy Derogan przypomniał coś sobie.
-Czy teraz opowiesz mi swoją historię?
-Oczywiście.
Derogan usiadł na stołku, a Szymon na łóżku.
-Jak wiesz pochodzę z Myśliwskiej Wioski. Przywódcą tam jest niejaki Wisk. Ma on dwóch synów. Są to bracia przyrodni. Dziwnym trafem obydwaj mają na imię Patryk. Starszy z synów to świetny tropiciel, myśliwy oraz łucznik. Natomiast młodszy od dzieciństwa interesował się fechtunkiem. Był on bardzo tajemniczy oraz często wybierał się na samowolne wędrówki w przeciwieństwie do starszego Partyka, który zawsze mówił ojcowi gdzie idzie. Obydwaj synowie dorastali bez matki. Jednak kiedy starszy Patryk ukończył siedemnaście lat stało się coś przerażającego. Młodszy Patryk zabił swego ojca. Wkroczył na ucztę na cześć jubilata, po czym wbił miecz w pierś w Wiska.
Na twarzy Szymona odbił się smutek
-Miał wtedy na sobie dziwny strój, kolczugę oraz płaszcz z czapką. A w ręku trzymał dziwne ostrze o nieco zakrzywionej klindze. Nazwał siebie Mrocznym Patrykiem.
Deroganem poczuł nieodparte wrażenie, że skądś zna to miano.
-Zabił ojca oraz uciekł zanim ktokolwiek zdołał zareagować. Starszy Patryk został przywódcą wioski i został mu nadany tytuł Patryk Brat Lasu, ponieważ wydawało się, że Patryk zna wszystkie tajemnice lasu. Jednak okazało się, że Mroczny Patryk zabrał amulet przywódcy wioski. Wiemy o tym, ponieważ zostawił w miejscu, w którym trzymaliśmy amulet, krótki list. Cała wioska domagała się zemsty na Mrocznym Patryku oraz odzyskania amuletu. Patryk się zgodził. Zgromadził większość tropicieli z północnego Margonem i wyruszył w stronę Thuzal, ponieważ tam prowadziły ślady Mrocznego Patryka. Ja zostałem tu w charakterze zwiadowcy. Teraz właśnie mam wyruszyć za resztą tropicieli.
Wtedy Derogan przypomniał sobie, skąd zna to imię. Przecież był w jego śnie, przed bitwą o Święty Zagajnik.
-Bardzo ciekawa historia, a może teraz opowiedziałbym ci swoją?
Szymon rozpromienił się.
-Z wielką chęcią jej wysłucham.
Derogan zaczął opowiadać. Zaczął od przyjęcia go do Akademii Paladynów, a skończył na momencie, w którym spotkał Szymona.
-To jedna z najlepszych historii jakie słyszałem. Jednak dziwi mnie fakt, że śniłeś o Mrocznym Patryku nie wiedząc o nim.
Derogan wzruszył ramionami.
-To była raczej wizja. Byłem przepełniony magią, takie rzeczy się zdarzają.
-Czyli to się działo naprawdę?
-Najprawdopodobniej.
Szymon przez chwilę wpatrywał się w przeciwległą ścianę, po czym znowu spojrzał na Derogana.
-A więc naprawdę muszę się spieszyć do Thuzal.
Derogan pokiwał.
-Cóż, może zjem jakąś strawę z zajazdu. Idziesz ze mną?
Derogan pokręcił głową.
-Mam własne jedzenie.
-Ja też, ale warto by zjeść jakiś ciepły posiłek.
-Zamierzam oszczędzać pieniądze. Instynkt mi mówi, że jeszcze się przydadzą.
-Przecież zapłaciłeś za mnie pokój.
-To było potrzebne.
-Ale... Dobra, niech ci będzie.
Derogan wrócił do pokoju, po czym przebrał się w strój do spania. Zapalił krzesiwem lampkę, po czym wyjął z plecaka książkę Legendy i historie krainy Margonem i położył się. Otworzył tam, gdzie skończył i zaczął czytać. Kiedy skończył poczuł senność, więc odłożył książkę, zgasił świecę po czym spróbował zasnąć. Udało mu się to zaskakująco łatwo.


Komentarze

Pozostałe artykuły

  • Wywiad z Mezoarem sar Selu

    Profil: www.margonem.pl/?task=profile&id=224420 Hacku: Witaj! Dziękuję, że zgodziłeś się na udzi...

  • Wywiad z Darazatem

    Wywiad z Darazatem lipko111: Dziękuję, że zgodziłeś się na przeprowadzenie wywiadu, jak się z tym c...

  • Wywiad z Hurinem

    Nerth: www.margonem.pl/?task=profile&id=3568959 - Kontakt kontakt@msvm.pl lub GG: 33939625 Hurin...

×

Porównaj przedmioty Usuń przedmioty

  • Topór orka
    Topór strumienia posoki* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 837-1023
    Cios krytyczny +1%
    Siła +34
    Obniża SA przeciwnika o 0.25
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 60
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 26.6k
  • Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 1210-1479
    Siła +80
    SA +27%
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 76
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 40.3k
+ Przeciągnij tutaj przedmioty do porównania