Upadek - Rozdział 1

Autor: nichal12340

—Nareszcie!
—Cicho bądź danamirze
—Patrz ojcze w tym tygodniu nie będziemy głodować
Na polane wszedł starszy mężczyzna z białymi włosami, w starych zielonym płaszczu i lekkich butach z cienką podeszwą, które pozwalały mu na bezszelestne poruszanie się po lesie. Każdy kto by go zobaczył od razu zorientował by się ze to człowiek puszczy. Miał ostre rysy twarzy, zmarszczki ale to co go najbardziej wyróżniała to długa podłużna blizna na prawym policzku, bez wątpienia zadana mieczem. Chłopak stojący na środku polany był bardzo podobny do ojca, jednak miał rysy młodzieńca i wyglądał na jakieś szesnaście lat. Podobnie było z ubiorem płaszcz i buty takie jak u starszego mężczyzny, ale w ręku trzymał kusze a u pasa nosił bełty.
Pokazywał on na wyraźne ślady jelenia biegnące w kierunku lasu. Palkier, bo tak miał na imię ojciec schylił się i spojrzał na ślady.
— Hmmm… faktycznie to jeleń, musi być niedaleko
—To co robimy?
—Jak to co idziemy zapolować!
*****
—Coś długo ich niema
—Może coś w końcu znaleźli, spiżarnia już prawie pusta!
To ostanie stwierdzenie cioci Dany wzbudziło nadzieje. W spiżarni zostało już niewiele żywności i wszyscy się niepokoili że przyjdzie im głodować. Teraz zwykle radosne oblicze cioci było zatroskany i smutne, co jeszcze bardziej dodawało jej zmarszczek . Miała przecież skończyć 64 lata. Zawsze ubierała się w ubogie suknie i fartuch. Natomiast Teri z zawsze uśmiechniętą buzią miała skończyć 7 lat.
i nagle z pomiędzy krzaków wyłonił się jej braciszek i tato.
—Patrz mają coś
— Oh… to przecież jeleń, wiedziałam że im się uda – odparła ciocia. Akurat pomyślała teri i wybiegła uściskać tatę
*****
Wieczorem wszyscy razem zasiedli do kolacji
—Ojcze kończy się zapas bełtów do kuszy
—Zgaduje że chcesz pojechać po nie do miasta
—mhm…
—Ehh… na dobra jutro wyruszysz z samego rana dam ci pieniądze
Potem posprzątali po kolacji, a ojciec wręczył mu pieniądze. W tym dniu poszedł spać z uśmiechem na twarzy.
*****
Wyruszył tak jak kazał ojciec z samego rana wziął miecz, pieniądze, nóż i poszedł.
Na dworze było już jasno i zapowiadał się ładny dzień. Wyszedł z domu na podwórko. Była tam studnia, szopka, kilka drzew, a całość porośnięta trawą. Wchodząc na leśną ścieżkę obejrzał się jeszcze. Cała rodzina czyli on, ojciec, teri oraz ciocia dana mieszkała w starym domu na środku polany. Ten dom był w ich rodzinie od pokoleń, kiedyś mieszkała tu jeszcze mama, ale ona już od 5 lat nie żyje. Dom był piętrowy z piwnicą. Na górnym piętrze były pokoje jego, siostry i ojca, a na dole pokuj cioci, kuchnia i jadalnia. Natomiast w piwnicy znajdowała się spiżarnia i warsztat.
Odwrócił się i poszedł w drogę. Około południa doszedł do traktu prowadzącego do miasta.
— Ej ty, do Ithan idziesz?
Szybko odwrócił się w stronę głosu. Zauważył wóz obładowany jakimiś rybami, chlebem, płótnem i innymi rzeczami do handlu. Jednak gdy przyjrzał się bliżej spostrzegł błysk żelaza ukrytego pod innymi towarami.
— Tak a co?
— Może cię podwieźć
— Czemu nie?
— Ale pod warunkiem że pomożesz mi to rozładować na miejscu
— Mi tam pasuje
— No to wskakuj na wóz nie będę tu stał całą noc!
Danamir zręcznie wskoczył na wóz i położył się wygodnie na płótnie i jak mu się zdawało, na rybach. Po chwili już spał
*****
Obudziło go jakieś dziwne wrażenie niepokoju. A może to tylko sen? – pomyślał. Ale zaraz zrozumiał o co chodził. Pomiędzy drzewami co chwile coś się poruszało.
— Widziałeś to? – spytał po cichu.
— Co? E tam przewidziało ci się
Cóż chyba faktycznie mi się przewidziało.
— Daleko jeszcze do miasta?
— Nie marudź! Jeszcze pół godziny
— To chyba się jeszcze prześpię
I wtedy rozpętało się piekło. Najpierw na drogę spadł pień, który po chwili staną w płomieniach. Konie wystraszyły się i zaczęły wierzgać na wszystkie strony. Woźnica próbował je uspokoić i wtedy strzała wbiła mu się w skroń, a następna w szyje. Obie strzały walnęły z takim impetem ze prawie oderwały kupcowi głowę. Na wszystkie strony polała się krew. Danamir sparaliżowany ze strachu nawet nie drgną, ale na szczęście konie szarpnęły wóz i spadł na ziemię . Wtedy odzyskał przytomność umysłu i wturlał się pod koła. Potem deski wozy zaczęły robić się gorące – pali się! – pomyślał. Ale na szczęście, jeszcze wczoraj w torneg (Bo stamtąd pochodził kupiec była silna ulewa i wóz porządnie nasiąkł wodą. Następnie zauważył ranę w nodze i poczuł ogromny bul. Potem były wrzaski, tupot kopyt, jęki, szczęk żelaza, a następnie głucha cisza i ciemność.


Komentarze

Pozostałe artykuły

  • Wywiad z Mezoarem sar Selu

    Profil: www.margonem.pl/?task=profile&id=224420 Hacku: Witaj! Dziękuję, że zgodziłeś się na udzi...

  • Wywiad z Darazatem

    Wywiad z Darazatem lipko111: Dziękuję, że zgodziłeś się na przeprowadzenie wywiadu, jak się z tym c...

  • Wywiad z Hurinem

    Nerth: www.margonem.pl/?task=profile&id=3568959 - Kontakt kontakt@msvm.pl lub GG: 33939625 Hurin...

×

Porównaj przedmioty Usuń przedmioty

  • Topór orka
    Topór strumienia posoki* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 837-1023
    Cios krytyczny +1%
    Siła +34
    Obniża SA przeciwnika o 0.25
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 60
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 26.6k
  • Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 1210-1479
    Siła +80
    SA +27%
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 76
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 40.3k
+ Przeciągnij tutaj przedmioty do porównania