Upadek - Rozdział 3

Autor: nichal12340

Rozdział 3

Wszedł do dużego gabinetu. Na prawej ścianie wisiały flagi, obrazy i jakieś dokumenty. Na podłodze leżał bogato haftowany, wyzłacany dywan. Na końcu gabinetu za biurkiem było duże okno zasłonięte firanką, a po bokach były „drzwiczki” z małymi otworami dzięki którym w razie napadu można było zmienić gabinet w strzelnice. Pośrodku stał duże dębowe biurko z licznymi szufladami a na nim stosy papierków. Natomiast na lewej ścianie stała szafka, pusty stojak na zbroję oraz wisiały tam topory szablę, halabardy i miecze. Za biurkiem siedział dowódca straży, który niedawno wygłaszał mowę
— Witaj, ty jesteś ten co mówił że umie z kuszy strzelać?
— Eee… tak to ja – Odrzekł szybko.
— Mam do ciebie pewne plany – Popatrzył na niego i zaczął mówić – Dam ci 50 ludzi, wieśniaków, nauczysz ich strzelać z kuszy i będziesz nimi dowodził w czasie bitwy, Szkolenie możesz zacząć od razu, rekruci czekają na ciebie na dole
Stał jak osłupiały. Ja? Dowódcą kuszników? – Pomyślał.
— Ale, eee… pnie dowódco
— Kapitanie
— To znaczy kapitanie… ja… eee… nie wiem czy się nadaje… żeby no… dowodzić
— Nic trudnego, będziecz tylko mówił do czego kto ma strzelać i kiedy.
— Ale…
— Żadnych ale, odmaszerować!
— Tak jest !
Poszedł w kierunku drzwi i wyszedł. Poszedł prosto na plac.
*****
Na placu stało 50 mężczyzn wpatrujących się w niego pytającym wzrokiem. Weź się w garść – powiedział sam do siebie.
— Potrzebuje sierżanta! Chętni wystąp!
Nikt się nie ruszył.
— No dalej! Sierżant będzie musiał tylko krzyczeć !
Wystąpił jeden młody chłopak, mniej więcej w jego wieku.
— Ja się zgłaszam
— Świetnie, mógłbyś krzyknoć?
Wtedy wydał z siebie dziki krzyk. Był tak głośny że myślał że mu pękną bębenki. Wszyscy ludzie odwrócili się w naszą stronę. Zapadła martwa cisza. Uśmiechną się do chłopaka
— Chyba usłyszało ci całe miasto, to dobrze będziesz idealny
— Dziękuje ser!
— Czy ktoś wie gdzie tu można postrzelać?
— Za koszarami jest ogromny plac ćwiczeń, gwardziści trenują tam szarże – krzykną jeden z jego podwładnych.
— Świetnie prowadź
wszyscy wzięli swoje kusze na ramię i zaczęli iść w szyku, o ile kupę ludzi można było nazwać szykiem. Danamir przyjrzał się kuszą, nie były to kusze których używał z ojcem podczas polowania na jelenie. Takie kusze potrafiły przebić zbroje płytową z 200 metrów. Naciągało się je prostą kolbą do której przymięta była cięciwa. Ojciec miał w domu taką kusze i w wolnych chwilach ćwiczyli sobie strzelając do tarcz. Ojciec mówił że może się to przydać gdyby zaatakowali ich rozbójnicy. Potem zwrócił się do swojego nowego sierżanta
— Jak masz na imię?
— Franek… ser
— Mów mi Danamir, albo Dany
— Tak jest… Dany
— I daj sobie spokój z tak jest
— Tak je… tak
— Gdzie będzie mieszkał nasz… oddział
— Zrobili nam miejsce w koszarach
— Świetnie, mógłbyś załatwić jeszcze 50 mniejszych kusz, takich na zwierzęta? Przydadzą się do walki z ludźmi bez zbroi.
— Da się zrobić, znam zbrojmistrza, tylko że przda się mała… eee… darowizna.
— Ja nie mam nic oprócz tego…
Wyją pieniądze które dostał od ojca na bełty. Było tam około 5 złotych monet i kilka srebiniaków. Frankowi aż zaświeciły się oczy.
— Toż to najprawdziwsze złoto, jedna moneta wystarczy w zupełności, zostanie jeszcze cała sakiewka srebra reszty.
— Tak? A od kiedy złoto jest takie cenne?
— To co ty nic nie wiesz? Jakiś rok temu na karawany z Nithal zaczęli napadać zbójcy. Karawany muszą mieć ogromną eskortę ponieważ jakiś tam wódz zbójców jak mu tam było… tan… tanka… Tankanas! Właśnie ten ich cały wódz zjednoczył ich, i teraz polują nawet po 100, 150 osób i każdy boi się wysyłać swojego złota.
— Przecież kopalnie są w Karka—han, nie w Nithal
— Ale w Nithal są najlepsze banki i właściciele kopalń wysyłają tam swoje złoto, a przynajmniej wysyłali, do czasu…
— Mhm… ale czy cena w ciągu roku nie powinna spaść?
— Górnicy nie dają od razu wszystkiego sprzedają po trochu, żeby utrzymać cenę.
— To wszystko jasne, leć do tego zbrojmistrza, a i załatw nam jakieś lekki kolczugi albo zbroję !
— Już lecę
*****
Gdy dotarli na miejsce zademonstrował wszystkim jak używać kuszy. Wszyscy radzili sobie całkiem nieźle, z najbardziej utalentowanych strzelców strzelców zrobił 10-osbowy oddział snajperów. Po południu zrobił ludziom przerwę na obiad. Potem kazał swojemu sierżantowi żeby uczył ludzi a on sam poszedł do domu cioci coś zjeść. Gdy wrócił okazało się że Franek całkiem nie źle radzi sobie z szkoleniem rekrutów. Na następny dzień postanowił nauczyć strzelców synchronizacji. Od rana do wieczora ćwiczyli ładowanie celowanie i strzał. Danamir był całkiem zadowolony z umiejętności żołnierzy. Natomiast snajperzy pod okiem franka celowali do celów i z 100 metrów trafiał prawie każdy pocisk. Trzeciego dnia przenieśli się na 200 metrów a zwykli strzelcy nadal ćwiczyli strzelanie zbiorowy. Oddawali strzały coraz szybciej. W ciągu 5 minut potrafili oddać 13 salw.
Pod koniec dna odwiedził ich kapitan żeby sprawdzić co słychać. Wydawał się zadowolony z sukcesów swojego młodego dowódcy. Dał nawet frankowi oficjalną rangę sierżanta a danamirowi kapitana.
— Ale czy stopień kapitana nie znaczy że ja i pan jesteśmy równi ?
— Ależ skąd! Kapitan straży to tylko nazwa urzędu, ja sam mam przecież rangę generała! Co ty nie umiesz czytać znaków?
Tu wskazał palcem znak na hełmie, który wyglądał jak gwiazda w kole.
— To właśnie jest symbol generała!
Potem przyszedł jakiś szeregowy i wręczył mu dwa mundury. Uważnie przyjrzał się znakom. Stopień kapitana oznaczało koło z dwiema równoległymi kreskami w środku, a sierżanta samo koło.
Franek bardzo się ucieszył z munduru i nominaci. W czwarty dzień snajperzy trafiali z 250 metrów, a strzelcy oddawali w 5 minut 14 salw. Ciocia obliczyła więc że jeśli trafi co drugi pocisk w 5 minut powinni zabić 280 ludzi. Generałowi bardzo się spodobał ta informacja. Pod wieczór wezwał go do siebie.
Gdy był już pod gabinetem niepewnie zapukał do drzwi.
— Wyjść
— To ja generale
— Usiądź, wymyśliłem jak mogę użyć twoich kuszników
— Zamieniam się w słuch
— Spodziewamy się że główne uderzenie pójdzie na bramę, od dawna niema już tam wrót. Twoi kusznicy zajmą miejsce właśnie tam. Ustawiliśmy tam barykadę na której staną włócznicy i platformę dla was. Możesz tam później pójść obejrzeć stanowiska.
— A kto będzie strzelał z murów?
— Łucznicy, znaczy żołnierze którzy wezmą łuki. Jak wrogą uda się wejść na mury wyrzucą je i zaczną się bić. Ale słyszałem że kupiłeś kilka mniejszych kusz.
— Tak przydadzą się do walki z napastnikami bez zbroi
— Obawiam się że wszyscy napastnicy noszą zbroie, ale chyba mam pomysł jak je wykorzystać
— Zamieniam się w słuch
*****
Następnego dna nastąpił szturm.


Komentarze

Pozostałe artykuły

  • Wywiad z Mezoarem sar Selu

    Profil: www.margonem.pl/?task=profile&id=224420 Hacku: Witaj! Dziękuję, że zgodziłeś się na udzi...

  • Wywiad z Darazatem

    Wywiad z Darazatem lipko111: Dziękuję, że zgodziłeś się na przeprowadzenie wywiadu, jak się z tym c...

  • Wywiad z Hurinem

    Nerth: www.margonem.pl/?task=profile&id=3568959 - Kontakt kontakt@msvm.pl lub GG: 33939625 Hurin...

×

Porównaj przedmioty Usuń przedmioty

  • Topór orka
    Topór strumienia posoki* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 837-1023
    Cios krytyczny +1%
    Siła +34
    Obniża SA przeciwnika o 0.25
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 60
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 26.6k
  • Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 1210-1479
    Siła +80
    SA +27%
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 76
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 40.3k
+ Przeciągnij tutaj przedmioty do porównania