Margonem Batalia Światła, rozdział 5

Autor: Polskijjay

Rozdział 5
Ta nieznośna magia

Światło nagle ustało i Deroganowi powrócił wzrok. Rozejrzał się, po czym błyskawicznie wyjął miecz z pochwy. Przed nim stały cztery dosyć duże rosomaki. Trzy były brązowe, czwarty posiadał czarno-białą barwę sierści. Warknęły specyficznie, po czym rzuciły się na paladyna. Ten odskoczył płasko i w locie użył magii. Pocisk trafił jednego ze zwierząt. Rozległ się głośny huk i rozbłysło światło. Ku zdziwieniu Derogana mógł na nie patrzeć swobodnie. Nie raziło go.
Kiedy blask ustał, Derogan ujrzał cztery martwe rosomaki, leżące niedaleko niego. Podszedł do nich i zamyślił się. Coś poszło nie tak. To nie było Nithal. Czyżby Plac Astralny się pomylił? I dlaczego jego czar był aż tak potężny? Paladyn uniósł głowę. Niedaleko wznosiły się niebiesko-białe mury miasta. To na pewno było Nithal. Zdezorientowany Derogan rozejrzał się. Wokoło rosło sporo drzew. Teren był trudny do rozpoznania. Paladyn spojrzał w niebo. Z położenia słońca zdołał ustalić, że mury znajdują się na wschód od niego. Czyżby to była Zachodnia Rubież? Najwyraźniej.
Derogan zastanowił się przez chwilę, po czym ruszył ścieżką na północ. Najlepiej będzie skorzystać z najbliższej, północnej bramy. Jednak jeżeli paladyn się pomylił… Nie. Lepiej nie rozważać nawet takiej ewentualności.
Ścieżka nie była zbyt prosta. Ciągle się wiła. Jednak lepiej przebyć dłuższą, względnie bezpieczną drogę, niż udać się w głąb dziczy. Derogan wątpił, aby przetrwał tam zbyt długo.
— Nie ruszaj się.
Derogan stanął w miejscu. Za nim rozległ się dosyć szorstki głos.
— Bo co? — spytał paladyn.
— Bo rzucą się na ciebie dwa moje szkielety, a ciebie samego trafi kula cienia —ostrzegła osoba stojąca za nim.
— Jesteś nekromantą? — spytał się Derogan.
Postać za nim się roześmiała.
— To nieistotne. A teraz gadaj. Co tutaj robisz i dlaczego tak jaśniejesz?
Derogan spojrzał na siebie. W ogóle nie świecił. tak jak w Karka-han. O co mogło mu chodzić?
— Cóż, tak właściwie to próbuję się dostać do miasta. Miałem się do niego teleportować, ale wylądowałem tutaj. A co do świecenia, to nie mam pojęcia o co ci chodzi.
Postać za nim wydawała się namyślać.
— Mogę się odwrócić? — zapytał paladyn.
— Nie krępuj się.
Derogan się odwrócił. Przed nim stał człowiek w dosyć młodym wieku odziany w szarą lekką zbroję skórzana. W ręku trzymał miecz o czarnej (znowu ta czerń!) klindze. Obok niego stały dwa szkielety dość dużego wzrostu. Miały chyba z dwa metry. Mężczyzna zmarszczył brwi, po czym się skrzywił i odwrócił wzrok.
— Możesz przestać? — spytał ze złością.
— Ale co? — odparł niepewnie Derogan.
— Twój wzrok… — odpowiedział mężczyzna. — Pali nieznośnie. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie czułem. Kim ty jesteś?
Paladyn odwrócił wzrok.
— Nazywam się Derogan…
— Jesteś paladynem, prawda? — spytał. — Widywałem wcześniej ludzi obdarzonych mocą światła. Ale nigdy tak niezwykłą, jak ty.
— Ostatnio dużo rzeczy dzieje się wokół mojej osoby — odpowiedział Derogan. — Okazuje się, że władam potężną magią, teleportuję się znienacka, mam dziwne wizje, podobno znam jakieś Wielkie Złowa, a niejaki Endriu nazywa mnie jedyną przeszkodą jego mistrza. Oszaleć można!
— Powoli, powoli — powiedział nekromanta. — Wygląda na to, że pomimo tego, że stoimy po dwóch stronach odwiecznej walki światła z mrokiem, nie mamy wobec siebie złych zamiarów.
Nekromanta schował miecz.
— Moje imię brzmi Kanixon.
— Miło mi cię poznać, aczkolwiek lepiej byłoby zrobić to w trochę mniej niezręcznej sytuacji.
Kanixon się roześmiał.
— Możesz na mnie spojrzeć. Ale nie skupiaj na mnie wzroku. Ani na moich szkieletach. Przywołanie ich bywa… męczące.
Derogan spuścił wzrok.
— Czy możesz mi powiedzieć, gdzie jesteśmy? — spytał Derogan.
— Na Zachodniej Rubieży – odpowiedział Kanixon. — Tylko proszę, nie mów o mnie strażnikom. Przeprowadzka byłaby męcząca.
— Dlaczego żądasz czegoś takiego od paladyna? — zapytał Derogan. — Przecież sam powiedziałeś, ze stoimy po różnych stronach.
Kanixon uśmiechnął się.
— Może i jestem zaznajomiony w mrocznych sztukach, ale nie czczę ich — odrzekł Kanixon. — To tylko narzędzie. Co prawda dosyć kuszące do nadużycia narzędzie, ale nie dla mnie. Niestety niektórzy nie pojmują tego. Mam nadzieję że ty wprost przeciwnie. Moja misja jest bardzo ważna.
— Jaka misja? — zaciekawił się paladyn.
— Nieważne — uciął Kanixon. Widząc podejrzliwy wzrok Derogana dodał:
— Spokojnie. To nic niebezpiecznego. Może nawet posłużyć dobru mieszkańców Nithal.
Derogan potaknął.
— Wiesz coś o Manqerlu, Mrocznym Patryku, Endriu lub coś o tym ich panie?
— Nie za bardzo — odpowiedział Kanixon. — Zaraz. Mówiłeś, że się tutaj teleportowałeś?
Derogan potaknął głową.
— To chyba wyjaśnia twój stan — zamyślił się Kanixon. — Jeżeli naprawdę jesteś pełen magii, to próba teleportacji jeszcze bardziej ją wzmocniła. Jednocześnie twoja energia zwiększyła stężenie energii teleportacyjnej i uczyniła ją bardo niestabilną mentalno-astralnie i dlatego wylądowałeś tutaj.
Derogan parzył się przez chwilę na Kanixona. Ten się skrzywił i odwrócił wzrok.
— No co? — zapytał zdziwiony nekromanta.
— Nieźle się na tym znasz.
— To nic — odparł skromnie Kanixon. — Po prostu rozważyłem…
Nagle nekromanta przerwał i rozejrzał się zaniepokojony. Derogan też to zrobił.
— Co jest? — zapytał się zaniepokojony.
— Coś tu jest — odparł nekromanta. — Coś mrocznego. Wyczuwam to. Chyba się czai.
Derogan zlustrował uważnie spojrzeniem cały okoliczny teren.
— Uwaga! — krzyknął Kanixon, wskazując palcem na coś za paladynem.
Derogan obejrzał się. Za nim unosiło się coś, co przypominało czarną mgłę. Kiedy wzrok paladyna na nią się skierował, rozległ się ryk i mgła zniknęła.
— Co to było? — zapytał zdziwiony paladyn.
Kanixon wzruszył ramionami.
— Nie mam najmniejszego pojęcia — nekromanta wydawał się zszokowany. — Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Ale czułem w tym czymś olbrzymie pokłady mrocznej energii. Gdybym nie wiedział, że to niemożliwe powiedziałbym, że to pasmo czarnej energii.
Derogan spojrzał na niego zdziwiony.
— Dlaczego to niby niemożliwe? — zapytał. — Może uprawiam magię od niedawna, ale trochę wiem. Przecież istnieją pasma energii…
— Ale nie czarnej — przerwał mu Kanixon. — Są białe, zielone, czerwone i żółte. No i pochodne, takie jak złote, karmazynowe lub szmaragdowe. Ale nie czarne. Mroczna energia ma zbyt zdestabilizowane pole. Bez odpowiedniego czynnika trzeciego, jakim jest umysł czarnoksiężnika, mroczna energia nie posiada żadnych form. Jeżeli nie będzie się ją kontrolować, zniknie lub jeszcze gorzej. Nawet nie pytaj, o co mi chodzi. Nie chcę cię przestraszyć.
— A więc skąd ona się bierze? — spytał Derogan.
Kanixon spojrzał na paladyna.
— Wolałbyś nie wiedzieć — powiedział krótko.
— Czuję, że masz rację.
— Lepiej, żebyś jak najszybciej wszedł do miasta — rzekł Kanixon. — Cokolwiek to było, chyba chciało cię zabić.
Derogan uśmiechnął się posępnie.
— Czemu ostatnio dzieje się tak wiele rzeczy? I dlaczego większość z nich ma doprowadzić do mojej śmierci?
Kanixon wzruszył ramionami.
— Może w Nithal ci powiedzą — nagle zamilkł. — Czy przechodziłeś może przez Przełęcz Łotrzyków?
— A i owszem.
— A czy nie widziałeś przypadkiem mnicha w brązowej szacie – spytał Kanixon.
— Tak.
— Miał przy sobie taką sakiewkę…
— Masz na myśli tą? — zapytał Derogan, wyjmując z plecaka sakwę.
Kanixon uśmiechnął się.
— Czy zechcesz mi ją oddać?
— Oczywiście — odpowiedział Derogan, podając mu ją. — Tak nakazuje honor.
Kanixon przyjrzał mu się przez chwilę.
— Być może wy, paladyni nie jesteście tak tępi, jak myślałem.
— Co to znaczy tępi?!
— Nieważne. Po prostu nie dostrzegacie wielu spraw. Przynajmniej większość.
— Rozumiem, że nie należę do tej większości?
— Naturalnie.
Derogan się uśmiechnął. Kanixon wskazał ścieżkę.
— Idziemy? — spytał.
— Naturalnie — Derogan powtórzył słowa Kanixona.
Ruszyli przed siebie. Szkielety kroczyły po ich dwóch stronach, jednak trzymały się z daleka od „jaśniejącego” Derogana. Paladyn nie miał temu nic przeciwko. Niezbyt lubił nieumarłych.
— Wiesz może, skąd się biorą wizje? — zapytał nekromanty.
Ten się zamyślił.
— Wizje to obraz pasm energii astralnej, manipulowanej przez ruch i inne zjawiska. Mała część ludzi może je odbierać. Jednak tylko niektóre. Te, o odpowiednim nasileniu. Nic więcej nie wiem.
— A słyszałeś kiedyś coś o Wielkich Słowach?
— Wydaje mi się, że mój mistrz kiedyś o tym wspominał — odpowiedział Kanixon. — Ale niezbyt go wtedy słuchałem. Byłem jeszcze młody. Cóż, przynajmniej młodszy, niż teraz.
— Gdzie mogę znaleźć twojego mistrza?
Kanixon spojrzał na Derogana badawczym wzrokiem.
— Przykro mi, ale nie mogę ci o tym powiedzieć. On nie lubi gości… BARDZO nie lubi gości. Nie chcę narażać twojego życia.
— W porządku — powiedział niechętnie Derogan. — Co możesz mi powiedzieć o magii światła?
Kanixon spojrzał na niego zdziwiony.
— Paladyn pyta nekromantę o magię światła? — potrząsnął głową. — Tego jeszcze nie było.
Derogan uśmiechnął się.
— Po prostu jestem ciekawy, co o magii światła może wiedzieć nekromanta.
Kanixon potaknął.
— Magia światła jest jedną z najpotężniejszych energii na świecie. Swoją moc czerpie bezpośrednio od słońca, a w nocy od księżyca. Tworzy ona złote pasma energii. Jednak jak większość magii wymaga pokładów odpowiedniej energii w ciele używającego jej. Energia ta jest odpowiednio dobierana przez mózg. Magia ta jest życiodajną energią, odnawiającą wszystko. Lecz może także siać zniszczenie. Głównie sługom ciemności, ale także neutralnym osobnikom. Kontrola magii światła opiera się na wierzeniach paladynów i wyznawaniu Światłości. Podobno to ona daje ten dar swoim wojownikom.
Derogan zagwizdał.
— Nieźle. Wiele z tych rzeczy nie wiedziałem. To było… pouczające.
— Cieszę się, że tak sądzisz.
Nagle przystanął i spojrzał w dal. Derogan podążył za jego spojrzeniem.
— Chyba jesteśmy — powiedział Derogan, dostrzegając budynki i kręcących się w okolicy wieśniaków.
— Oto Podgrodzie Nithal — odrzekł Kanixon, potwierdzając przypuszczenia paladyna. — Widzisz tamtego człowieka?
Derogan spojrzał na mężczyznę w czerwonej płytowej zbroi, jadącym na koniu.
— To strażnik Nithal. Jeżeli powiesz mu, kim jesteś, zaprowadzi cię do przełożonego paladynów.
— Dziękuje — powiedział Derogan. — Mam nadzieję, że wkrótce się spotkamy.
Kanixon spojrzał na paladyna zamyślonym wzrokiem.
— A ja nie, ponieważ prawdopodobnie będzie to w bardzo złych okolicznościach.
Derogan nie zdołał odpowiedzieć, kiedy tamten zniknął, razem ze szkieletami. Nie była to teleportacja, do jakiej był przyzwyczajony Derogan. On się jakby zapadł w materię.
„A więc tak dużo ludzi potrafi się teleportować?", zadał sobie pytanie Derogan. „Więc Zakon Astralny nie jest aż taką wyjątkową instytucją."
„Ale jak dotąd tylko dosyć potężne i posiadające dużą wiedzę osoby się teleportowały na moich oczach, powiedział jakby drugi głos. A nie jest ich aż tak wiele."
Derogan drgnął. Co to było? To chyba nie jego myśli. A więc kogo?
„Jest tam ktoś?"
Odpowiedziała mu cisza. A może się pomylił, a może to jednak on tak pomyślał. Ale nieważne. Żwawym krokiem ruszył w stronę zabudowań. Kiedy się zbliżył, podjechał do niego strażnik. Na twarzy dało się dostrzec podejrzliwość. Kiedy tylko dostrzegł paladyński miecz, nieufność zniknęła, a zastąpiło ją uznanie. Skinął głową.
— Co tutaj robicie, mości paladynie?
Derogan zdziwił się, że ten odezwał się do niego na wy. Ale wtedy sobie przypomniał jedną rzecz. Paladyni w Nithal zajmowali o wiele większe stanowisko i byli powszechnie szanowani.
— Przybyłem do Akademii w Nithal — odpowiedział.
— A jeżeli można spytać, to dlaczego przybyliście z lasu?
— Wystąpił wypadek — powiedział Derogan, starając się przypomnieć słowa Kanixona. — Moja energia zwiększyła stężenie energii teleportacyjnej, osłabiając jej stabilność mentalno-astralną.
— Rozumiem — odpowiedział strażnik. Jednak wyraz jego twarzy mówił zupełnie coś innego.
— Zaprowadzisz mnie do przełożonego paladynów?
— Oczywiście. Sir Ulandor rezyduje w pałacu królewskim, oby Światłość obdarzyła króla wieloma latami.
Derogan pokiwał głową. Jakieś dziesięć lat temu, kiedy po trzech latach chaosu wybrano nareszcie nowego króla, Bartosza z rodu Kęsora, kazał on wznieść pałac. Dotąd do ród Susamyra, przodka Derogana rządził Margonem. Nie chcieli oni pałaców. Jednak teraz wzmacniało to obraz zjednoczonego Margonem.
— Prowadź.


Komentarze

Pozostałe artykuły

  • Wywiad z Mezoarem sar Selu

    Profil: www.margonem.pl/?task=profile&id=224420 Hacku: Witaj! Dziękuję, że zgodziłeś się na udzi...

  • Wywiad z Darazatem

    Wywiad z Darazatem lipko111: Dziękuję, że zgodziłeś się na przeprowadzenie wywiadu, jak się z tym c...

  • Wywiad z Hurinem

    Nerth: www.margonem.pl/?task=profile&id=3568959 - Kontakt kontakt@msvm.pl lub GG: 33939625 Hurin...

×

Porównaj przedmioty Usuń przedmioty

  • Topór orka
    Topór strumienia posoki* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 837-1023
    Cios krytyczny +1%
    Siła +34
    Obniża SA przeciwnika o 0.25
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 60
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 26.6k
  • Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 1210-1479
    Siła +80
    SA +27%
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 76
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 40.3k
+ Przeciągnij tutaj przedmioty do porównania