Upadek - Rozdział 9

Autor: nichal12340

Rozdział 9
Siedzę w tych krzakach już chyba z kilka godzin i nic. Żadnych wrogów, żadnej sensacji. Co ja tu w ogóle robię? Powinienem być teraz z Małgosią w karczmie i zabawiać się przy piwie z kolegami. A tu masz ci los do wojska wcielili. Ale żeby jeszcze do swoich no by uszło, ale nie oczywiście musieli do wroga. A o co ja mam się tu bić? Ten brat króla jak na razie to nic dla mnie nie zrobił! I w dodatku mają mnie tu za ciamajdę jakiego albo i gorzej.
Mówiąc tak do siebie Kauf niemalże zasną. Na jego rudą czuprynę zdążyło już spaść kilka liść dębu, pod którym stał. W jego niebieskich oczach malowało się znudzenie. Złoty łańcuszek, dar od matki, kołysał się bezładnie na szyi. U pasa nosił krótki miecz a przez ramie przewieszony miał łuk. Na plecach wisiał kołczan z tuzinem strzał.
Z miejsca w którym siedział widać było spory szmat łąki i lasu. Właściwie było to niewielkie cztero-metrowe urwisko. Rosło na nim mnóstwo krzaków w których doskonale mógł się ukryć. Po łące biegło stado jeleni a niedaleko pasło się stado owiec. Pomiędzy nimi nie było żadnego pasterza, jedynie psy. Stado należało pewnie do jednego z mieszkańców niedaleko położonej wioski Zawroty. Daleko na horyzoncie płynęła rzeczka.
Nagle z lasu wyłoniły się sylwetki około pięćdziesięciu mężczyzn. Odziani byli w lekkie zbroje i kolczugi, a na głowie nosili hełmy. Większość nosiła kusze, ale niektórzy mieli miecze i lekkie zbroje. Na pewno byli żołnierzami widać było to na pierwszy Żut oka. Ale coś było nie tak. Niektórzy mają zbroje od naszych – pomyślał. Wiedział że w okolicy niema żadnego innego oddziału niebieskich, tylko my. Musieli być więc niedobitkami z Karka-Han.
Kauf zerwał się i szybko pobiegł o swoich. Na szczęście nikt z obcych tego nie zauważył.
*****
Gdy rozłożyli obozowisko wokoło zwalonych pni drzew oraz rozpalili ognisko, Danamir poszedł do sowiego namiotu. Jak codziennie dokonał starannej konserwacji swego miecza oraz kuszy.
Następnie udał się na obchód obozowiska. Nie zaszedł daleko gdy musiał zwrócić uwagę żołnierzowi że jego cięciwa wyszczerbiła się i musi założyć nową. Drugi osobnik zapomniał nasmarować kuszy, a jeszcze inny nie naostrzył sztyletu.
Gdy wszystko było już gotowe wybrał kilku ludzi by poszli zapolować a sam udał się na inspekcje.
Ludzie ustawili się równo w szeregu. Każdy miał kusze na ramieniu i sztylet u pasa. Po kolei Danamir sprawdzał broń każdego z osobna. Robił to codziennie ponieważ jago strzelcy co chwila o czymś zapominali. W końcu mieli kusze zaledwie od miesiąca.
Teraz te ostatnie tygodnie wydawały się całymi latami. Dom, ojciec niemiał już nic. Jedyne co mu zostało to służba.
*****
Kiedy w końcu siadł w pobliżu ognia by odpocząć zauważył w krzakach jakby błysk stali.
Miecz? Nie – pomyślał – Za mały, ale może? Grot!
Szybko wstał i podszedł do ludzi każąc załadować broń. Mówił że to ćwiczenia, tak na wszelki wypadek. Kazał przy tam zachować dyskrecje tak by wróg czający się w krzakach nic nie podejrzewał.
Na szczęście ustawili obóz w miejscu w które otoczone było zwalonymi pniami. W niektórych miejscach ściana drzew wysoka była nawet na dwa metry.
Kiedy wszystko było gotowe ludzie podeszli do prowizorycznych murów. Wtedy wróg zorientował się w sytuacji. Dostali salwą. Długie pół metrowe strzały wbijały się w drewno. Łuki – pomyślał. Łuk był już przestarzałą bronią ale z tej odległości nie można było jej lekceważyć.
Nie mógł zorientować się w liczbie napastników. Strzelali z dwóch stron – Wschodu i północy.
Tymczasem bitwa rozgorzała na dobre. Kilku strzelców leżało już na ziemi a z lasu dobiegały wrzaski konających i rannych. W końcu salwy wroga zaczęły słabnąć. Natomiast kusznicy wcale nie ustawali. Pruli w krzaki ile się dało. Na ziemi leżało już około piętnastu ciał a kolejnych siedmiu leżało w zaimprowizowanym szpitaliku
Ludzie blizny okrążyli wroga i zaczęli siekać bezbronnych łuczników. Kilka sekund później ocaleli przeciwnicy poddali się. Niestety dowódca zginą trafiony pięcioma bełtami.
Na ziemi leżało też około sześćdziesięciu innych zabitych. W sumie był to oddział siedemdziesięciu ludzi. Gdyby nie zauważył grota… . Postanowił wyruszyć jak najprędzej do miasta. Kątem oka zobaczył jak jeden z jego ludzi ściąga złoty łańcuszek z szyi rudego mężczyzny, w zielonym płaszczu.
Do Werblin dotarli następnego dnia.


Komentarze

Pozostałe artykuły

  • Wywiad z Mezoarem sar Selu

    Profil: www.margonem.pl/?task=profile&id=224420 Hacku: Witaj! Dziękuję, że zgodziłeś się na udzi...

  • Wywiad z Darazatem

    Wywiad z Darazatem lipko111: Dziękuję, że zgodziłeś się na przeprowadzenie wywiadu, jak się z tym c...

  • Wywiad z Hurinem

    Nerth: www.margonem.pl/?task=profile&id=3568959 - Kontakt kontakt@msvm.pl lub GG: 33939625 Hurin...

×

Porównaj przedmioty Usuń przedmioty

  • Topór orka
    Topór strumienia posoki* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 837-1023
    Cios krytyczny +1%
    Siła +34
    Obniża SA przeciwnika o 0.25
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 60
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 26.6k
  • Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 1210-1479
    Siła +80
    SA +27%
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 76
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 40.3k
+ Przeciągnij tutaj przedmioty do porównania