Upadek - Rozdział 10

Autor: nichal12340

Rozdział 10
Werblin było bardziej twierdzą niż miastem.
Grube mury z wieloma otworami strzelniczymi mimo niż o wiele, wiele starsze od umocnień stolicy były trzy razy większe i ponad dwa razy grubsze. Co piętnaście metrów stała ogromna kwadratowa wieża, nieporównywalna z smukłymi „ słupkami” z Karka – Han. Od południowej strony miasta stał ogromny barbakan. Twierdza była na wzgórzu więc nie miała fosy, ale w ziemie wbite były wielkie, kilku metrowe, naostrzone słupy. Dzięki nim żadna wieża oblężnicza nie byłaby w stanie podjechać pod mur, co nawet bez pali stanowiło by wielki wyczyn. W Środku barbakanu wił się wąski, kręty most z ściankami po bokach, które uniemożliwiały podciągnięcie taranów.
Podgrodzie otoczone był mniejszym murem, ale znacznie nowocześniejszym, z okrągłymi wieżami. Na murach stali wartownicy a przy bramie odział gwardzistów.
W podgrodziu, w przeciwieństwie do innych miast wcale nie mieszkali ubodzy chłopi. Ci mieszkali za murami lub rozsiani byli po licznych wioskach. Zamiast wieśniaków siedziby mieli tu rycerze i wojownicy. Każdy budynek był zbudowany z kamiennych cegieł i bogato zdobiony. Przypominały one bardziej mały zamki niż domy mieszkalne. Nad drzwiami każdej rezydenci wisiał herb rycerza lub, w przypadku wojów – wasala. Centrum było utworzone na planie kwadratu, w którym znajdował się między innymi: katedra, gigantyczny spichlerz, zbrojownie, stajnie księcia oraz najprawdopodobniej największa tego typu budowla , czyli cytadela. Zbudowana na planie kwadratu, z wieżami w każdym kącie, najstarsza część twierdzy, bo zbudowana około tysiąca lat temu, z ogromnych kamiennych głazów, idealnie do siebie pasujących. Nigdy nie została zdobyta szturmem, i jak na razie nic nie wskazuje by miało być inaczej. Całość sięgała stu metrów i widać było ją z bardzo daleka.
Złoto na budowę tak wielkich fortyfikacji, Werblin czerpało z najazdów na gobliny które słynęły z tego iż wydobywają i gromadzą wszelkie kosztowności. Podobno skarbiec znajdujący się dokładnie pod cytadelą był największy na świecie, a mimo to mówiono że pieniądze i tak się tam nie mieszczą.
Dzięki temu w Werblin nigdy niczego nie brakowało. Żywność sprowadzano nawet z samego portu w Tuzmer, a wino z winnic pod Nithal.
Dzięki niezliczonym bogactwom wywiad księcia Stanisa pracował idealnie. Nie było na świecie człowieka który nie wyjawił by jakichkolwiek informacji za worek złota.
Gdy dotarli do bram barbakanu zatrzymał ich strażnik. Odziany był w kolczugę z herbem księcia, czyli trójgłowym smokiem ziejącym ogniem na goblina a w tyle cytadela Werblin. Na głowie miał szyszak a u pasa, podtrzymującego skurzane spodnie zwisał mu miecz i sztylet. W ręku trzymał halabardę.
— A wy coście za jedni?. Spytał szorstko nie czyniąc żadnych wymaganych „honorów” dla kapitana i pułkownika, mimo iż symbole świetnie widoczne były na Chełmach.
— Smarkaczu, może byś tak na baczność staną jak z starszymi stopniem rozmawiasz? Odezwał się blizna z tyłu.
Strażnik wyprostował się i widać było p że niejeden kufel już wypił, i sądząc po wystroju stolika przy którym siedział, bynajmniej nie ostatni
— Panie, mnie to gówno obchodzą czy wyśta tam pułkowniki czy inne tam… Idźta i nie zawracajta mi głowy. Z tym optymistycznym akcentem podszedł znów do stolika, przy którym z znikąd pojawił się drugi strażnik, w podobnym stanie co pierwszy.
— Trzymaj mnie bo zaraz mu ten łeb w dupę wsadzę. Blizna aż gotował się na twarzy i pewnie zrobiłby co zamierzał gdyby nie sierżant, który przyszedł od strony cytadeli. Odziany był identycznie jak wartownicy, tyle że nie miał halabardy, a miecz był znacznie bardziej okazalszy.
Zobaczywszy co się dzieje podszedł do stolika. Jednym kopnięciem przewrócił stolik, a drugim wytrącił kufel z rąk pierwszego wartownika.
— A wy znów się cholery zachlaliście? Ja wam dam pić na służbie. Jutro nie chcę was tu widzieć, zbroje zostawcie w zbrojowni. I cieście się że nie kazałem was ściąć gnidy.
Potem podszedł do oddziału strzelców. Miał około czterdziestu lat i lekki zarost. Na głowie pojawiała się już siwizna, a w niebieskich oczach widniało zmęczenie. Wyglądał na takiego człowieka co to jest wiecznie zapracowany. Szedł równym krokiem wzdłuż oddziału lustrując dokładnie każdy cal uzbrojenia.
W końcu podszedł da Danamira. Chrząknął
— Skąd jesteście?
— Kapitan Danamir z Ithan. A to Pierwszy Ochotniczy Pluton Kuszników z Ithan, a to pułkownik blizna i resztki jego oddziału gwardii. Werbliński sierżant popatrzył po nich i szepną słówko giermkowi. Ten pobiegł szybko w kierunku cytadeli.
Następnie pan sierżant zwrócił się do gwardzistów. Skrzywił się i wręcz wypluł następne słowo.
— Wasze koszary są na zachód od południowej bramy tuż przy murze. A pana panie kapitanie proszę za mną, wasz oddział zostanie na dziedzińcu.
poprowadził go tam gdzie wcześniej pobiegł giermek. Bramą cytadeli były ogromne dębowe drzwi, oraz kraty. U góry były otwory na wrzący olej a trochę dalej wisiały wielki głazy które można było spuścić odcinając jedną linę podtrzymującą wszystko. Dzięki systemowi kołowrotków mogła ona utrzymać ciężar nie do wyobrażenia.
Szli dalej przez korytarz oświetlony jedynie blaskiem pochodni. Potem po wąskich krętych schodach na których jednocześnie mógł się zmieścić tylko jeden człowiek. Dzięki temu schodów bardzo łatwo było bronić nawet przy niewielkim garnizonie.
Korytarze na wyższych piętrach oświetlane były przez światło słoneczne wpadające przez wąskie okienka w pięciometrowych murach.
Im wyżej się wchodziło tym okna stawały się coraz większe. Po przejściu niezliczonych ilości schodów i dotarciu do dwudziestego piętra okna stały się drzwiami a przy nich poustawiano wielkie skorpiony. Na dwudziestym drugim, a także ostatnim piętrze stały balisty.
Nie weszli na dach ale z opowieści sierżanta wywnioskował iż stało tam kilka katapult i trebuszów. Z takiej wysokości mogły strzelać dużo dalej niż za zewnętrzny mur. Kapitan podczas opowiadania utrzymywał że budowa cytadeli trwała czterysta lat i zbudowano ją rękami blisko dwóch milionów ludzi.
Gdy dotarli w końcu na samą górę obaj ciężko dyszeli. Wspinaczka trwała dobrą godzinę i mimo dwóch postojów Danamir czół że gdyby miał przejść jeszcze jeden stopień więcej to nogi odpadły by od reszty ciała. Pocieszał się myślą że i tak pewnie by tego nie poczuł gdyż przestał je czuć na piętnastym piętrze.
Sierżant zniósł podróż znacznie lepiej od niego. Pewnie dlatego iż musiał ten dystans pokonywać trzy razy dziennie. Nogi miał lepiej wyćwiczone niż niejeden młodzik.
Gabinet księcia o dziwo był duży, ale skromnie zdobiony. Wszędzie stały regały z księgami a wokoło kręciło się kilku skrybów i urzędników. Książe siedział za dębowym biurkiem i zdawał się czytać coś bardzo ważnego zapisanego na kartce papieru.
Był młodym mężczyznom w kwiecie wieku. Bogate szaty, z herbem w każdym możliwym miejscu zwisały z ramion a u pasa nosił ciężki miecz. Na każdym palcu spoczywał pierścień z diamentem. Za jedną taką ozdobę dziesięcio osobowa rodzina mogłaby wyżyć do końca życia, i to wcale nie tak skromnie.
Miał też bogato zdobiony sztylet, oraz bogato zdobiony naszyjnik.
Miał gładką cerę i ani śladu opalenizny, brązowe włosy falowały do ramion. Szare oczy przenikały go na wylot.
Danamir spuścił oczy, wolał nie ryzykować zatargu z kimś tak niewyobrażalnie potężnym… i bogatym.
— A więc to pan panie… Popatrzył na kartkę trzymaną w ręce i coś tam przeczytał. Panie danamirze, rozumiem że to wy zawaliliście przejście w wąwozie i rozbiliście oddział rozbójników niedaleko, prawda to?
— Tak jest panie eee… książę?
— Panie wystarczy – Szepną sierżant szturchając go pod ramię. Przez twarz księcia przemkną grymas, ale udał że niczego nie usłyszał.
— Jak na razie nie potrzebujemy waszego pułku, opłaciliśmy już całą dywizje paladynów, niebieską kampanie, zakonników białego okręgu, a od strony Eder zwerbowaliśmy cała pieprzoną armie rozbójników. Mówił to tak by wszyscy wiedzieli że to jego zasługa. Wypłacimy wam zapłatę w złocie, proszę się nie martwić zapewniam że będzie duża. Mrugną. Oczywiście jeśli ktoś chce zostać wcielimy go do ochotniczej armii, jako strzelców rzecz jasna. A co do pana to mianuje pana majorem i… — Pochylił się w stronę jednego z urzędników
— Co jeszcze możemy temu panu dać.
Urzędnik zmierzył Danamira wzrokiem a potem wziął od księcia kartkę. Albo czytał bardzo szybko albo oglądał obrazki, gdyż po chwili zwrócił ją z powrotem.
— Cóż, ziemie, dom, tytuł, pieniądze i może jeszcze… jakiś oddział
Książe wyglądał na udobruchanego i pozwolił urzędnikowi się oddalić. Uśmiechną się do Danamira.
— A więc ofiaruje ci tytuł rycerza, dom w zewnętrznym kręgu, a na dodatek grupę strażników, proszę się nie martwić zostaną opłaceni z miejskiego skarbca. Ofiaruje ci również dziesięć tysięcy sztuk złota. Gratulacje od teraz możesz brać udział w rajdach.
Rajdami nazywano wyprawy w celu zagrabienia złota od goblinów.
Po omówieniu wszystkich spraw urzędowych, razem z sierżantem poszli z powrotem na dziedziniec. Droga na dół trwała zdecydowanie krócej niż pod górę. Po wyjściu z cytadeli pożegnali się
— To do zobaczenia majorze, mam nadzieje że się jeszcze kiedyś spotkamy, mam na imię Stanis
— Do zobaczenia Stanisie
Uścisnęli sobie dłonie i każdy poszedł w swoją stronę. Gdy dotarł do swojego byłego oddziału zaczynało się już ściemniać. Cienie wydłużyły się a życie na placu ćwiczebnym zaczęło się powoli kończyć. Strzelcy czekali na niego niedaleko bramy.
— Mam dobre wieści, każdy z was dostanie wypłatę w wysokości pięciuset sztuk złota i rangę kaprala. Nasz oddział zostaje rozwiązany a kto chce może jutro zgłosić się do ochotniczej armii. Powiedzcie że jesteście z pierwszego plutonu, dalej was pokierują. Wszyscy dostajecie też odpuszczenie wszystkich win, jeśli jakieś były, oraz nowe obywatelstwo. Możecie więc spokojnie żyć sobie tutaj w Werblin i założyć tu rodzinę. A więc do zobaczenia, po odbiór nagrody możecie już teraz zgłosić się do skarbca. Żegnam was mam nadzieje że jeszcze się kiedyś spotkamy.
— Niech żyje kapitan!
Pożegnał się jeszcze raz i poszedł do giermka który miał go zaprowadzić do nowego domu.


Komentarze

Pozostałe artykuły

  • Wywiad z Mezoarem sar Selu

    Profil: www.margonem.pl/?task=profile&id=224420 Hacku: Witaj! Dziękuję, że zgodziłeś się na udzi...

  • Wywiad z Darazatem

    Wywiad z Darazatem lipko111: Dziękuję, że zgodziłeś się na przeprowadzenie wywiadu, jak się z tym c...

  • Wywiad z Hurinem

    Nerth: www.margonem.pl/?task=profile&id=3568959 - Kontakt kontakt@msvm.pl lub GG: 33939625 Hurin...

×

Porównaj przedmioty Usuń przedmioty

  • Topór orka
    Topór strumienia posoki* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 837-1023
    Cios krytyczny +1%
    Siła +34
    Obniża SA przeciwnika o 0.25
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 60
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 26.6k
  • Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 1210-1479
    Siła +80
    SA +27%
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 76
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 40.3k
+ Przeciągnij tutaj przedmioty do porównania