Upadek - Rozdział 12

Autor: nichal12340

Rozdział 12

Danamir szedł przez targ w Werblin ze smutną miną. Od ostatnich wydarzeń miną miesiąc. Cały czas spędził na opłakiwani bliskich, żaleniu się, smuceniu, znów płakaniu i tak dalej… Nie mógł pogodzić się z myślą że jest sam i niema już nikogo bliskiego.
Co jakiś czas różne rody zapraszały go na obiad lub kolacje. Zawsze grzecznie odmawiał i szedł dalej użalać się nad sobą.
Posiłki gotowała mu gospodynią zwana Aurelią. Było to dość popularne imię. Przypominała mu jego cioci Dany. Była w tym samym wieku i gotowało tak samo dobrze. To że była tak podobna do jednego z poprzednich domowników jeszcze bardziej przypominało tamten dom.
Po zakupy zawsze chodził sam. Pozwalało mu to zapomnieć na chwile o troskach.
Podczas wyprawy nie miał czasu na rozmyślania. Miał na głowie pięćdziesięciu ludzi i musiał troszczyć się o wszystko. Wieczorami był taki zmęczony że od razu zasypiał.
Teraz czasu miał aż za dużo. Nie miał co ze sobą zrobić. Więc siedział na łóżku i rozpamiętywał.
Dzisiaj była ładna pogoda. Już od rana świeciło słońce. Po targu chodziło mnóstwo rozmaitych ludzi. Jedni przychodzili by cos sprzedać, inni kupić, a jeszcze inni, spotkać się ze znajomymi.
Danamir podszedł do kupca handlującego pieczywem. Na jego kramie rozłożony był chleb wszelkiego rodzaju i różnej wielkości. Od małej pszennej bułki do dużego chleba razowego.
W Werblin dzięki jego bogactwom, można było kupić o wiele więcej rodzajów „chlebków” niż w innych miastach. Ceny również były nieprawdopodobnie wysokie. W innych zakątkach Margonem istniało powiedzenie „ towar jaz z Werblin” Co oznaczało coś co można kupić w innej formie dużo taniej.
Dlatego też popatrzał i poszedł do miejsca o którym powiedziała mu Aurelia. Był to kram na którym sprzedawano dwa rodzaje pieczywa – ciemne i białe. Kształt bochenka był tylko jeden. Jednak cena wynosiła dwukrotnie mniej niż w poprzednim miejscu. Kupił bochenek ciemnego chleba, mimo iż walał pszenny. Robił tak ponieważ Aurelia surowo powiedziała że nie będzie tolerować żadnych „pszennych napychaczy”.
Wręczywszy kupcowi kilka miedziaków poszedł po warzywa. Po drodze zobaczył stoisko z bronią. Podszedł bliżej by pooglądać towary. Na stojaku wisiało kilka kusz, pięknie zdobionych kusz. Na cos takiego mógł pozwolić sobie tylko szlachcic.
Podszedł do niego kupiec. Był otyłym mężczyznom, z okrągłą twarzą. Miał krzaczaste brwi i krótkie rude włosy. Ubrany był w standardowy struj kupca, Szaty do ziemi i wiele wszelkiego rodzaju ozdób.
— Witam szanownego pana, w czym mogę służyć. – Miał uprzejmy głos, ale w brązowych oczach widać było tylko chęć zysku.
— Tylko się rozglądam. – odpowiedział uprzejmie. Jednak kupiec nie dał się spławić tak łatwo.
— Śmiało niech pan weźmie do ręki. Świetna robota co? Kusza godna króla. Najprawdziwsze złoto i drewno sprowadzane zza morza.
Wziął jedną z kusz i od razu zauważył jedną rzecz. Kuszaa była zdecydowanie zbyt ciężka a naciągnięcie jej graniczyło z cudem. Nadawała się co najwyżej na turniej. Natomiast drewno było zwykłym drewnem spod Ithan.
Odłożył broń na miejsce i spojrzał na leżącą opartą o inne kusze. Była zakurzona i nikt dawno jej nie oglądał. Zapewne wszyscy myśleli tylko o ozdobach jednak Danamir od razu dostrzegł „to coś”. A mianowicie to drewno naprawdę było sprowadzane zza morza. A dzięki braku zdobień broń była naprawdę lekka. Zadziwiająca była siła naciągu przy niewielkim rozmiarze ramion.
Kupiec natychmiast zauważywszy że kusza zadowala potencjalnego klienta uśmiechną się.
— O! Widzę że trafił się znawca. Niewielu ludzi tak jak pan umie odszukać diament w stercie pereł, trzeba przyznać ma pan oko. Jedynie trzy sztuki złota okazja!
Mimo iż udawał eksperta to widać było że sam nie umie znaleźć diamentu. Za tę broń Danamir zapłacił by nawet pięćdziesiąt sztuk złota. Z czystej ciekawości zapytał ile kosztuje kusza którą miał w ręce poprzednim razem.
— 8 Złotych monet i 50 srebrniaków.
Uśmiechną się do siebie w duchu. Postanowił się nie targować i od razy sięgną do sakiewki. Widząc to kupiec zachichotał i z udawanym smutkiem rzekł.
— Mogłem powiedzie cztery.
Danamir oszczędził sobie komentarza i poszedł w swoją stronę. Sprzedawca zapewne ucieszył się że pozbył się starej broni.
Wyczyści się i będzie jak nowa – Pomyślał.
W drodze powrotnej kupił kilka warzyw oraz trzy tuziny bełtów do nowej kuszy. Wiedział że mógł poprosić o to zbrojmistrza, na pewno dostał by co tylko by sobie zażyczył. Jednak jakość wyrobów żołnierskich cieśli bynajmniej nie zachwycała. Tak więc kupił najlepszą amunicje jaką znalazł. Zapewne gdyby wziął z domu więcej złota kupił by znacznie więcej, ale za radą Aureli nie brał za dużo z domu. Mogło się to dla niego źle skończyć.
Gdy szedł drogą powrotną do domu, myśląc już o tym co zrobi ze swym nowym nabytkiem, poczuł się że jest obserwowany. Popatrzył w prawo, na wąską uliczkę prowadzącą donikąd. Zdawało mu się że zauważył ślepia i szary ogon.
To na pewno wyobraźnia płata mi figle.
Szedł dalej tak jak gdyby nic się nie stało. Przeszedł jedną ulice, potem drugą. Gdy był już niedaleko domu zauważył na dachu domu stającego naprzeciwko jego posiadłości coś czarnego. To coś stało tam i się nie ruszało. Przypatrzył się bliżej. To był człowiek. Stał tam odziany na czarno z maską zasłaniającą twarz. Mimo iż był za daleko by rozpoznać kolor oczy wiedział że wpatruje się w niego. Tamten spojrzał mu w oczy stali tak naprzeciwko siebie.
W końcu czarny człowiek z niezwykłą wprawą przeskoczył na inny dom, potem na jeszcze inny, i w końcu znikł z pola widzenia.
Danamir stał na ulicy i zastanawiał się czy aby na pewno widział tego człowieka. Po chwili doszedł do siebie i ostrożnie poszedł do domu. Bez przeszkód dotarł do drzwi. Otworzył i wszedł do środka.
Z kuchni przyszła Aurelia.
— Co tak długo? – krzyknęła – Wysłałam cię tylko po jedzenie a ty siedziałeś na tym rynku jakbyś tam nie wiadomo co miał kupić.
Zwykle posmutniałby, ponieważ te wybuchy przypominały mu jego ciotkę. Tym razem był w dobrym humorze.
— Coś mnie zatrzymało.
— Ehe już to widzę. – Popatrzyła na niego. Nagle przybliżyła się do jego twarzy. – Piłeś?
— Nie skądże – Zdziwił się – Skąd ci to przyszło do głowy?
— Nie ważne, siadaj. Obiad zaraz będzie gotowy


Komentarze

Pozostałe artykuły

  • Wywiad z Mezoarem sar Selu

    Profil: www.margonem.pl/?task=profile&id=224420 Hacku: Witaj! Dziękuję, że zgodziłeś się na udzi...

  • Wywiad z Darazatem

    Wywiad z Darazatem lipko111: Dziękuję, że zgodziłeś się na przeprowadzenie wywiadu, jak się z tym c...

  • Wywiad z Hurinem

    Nerth: www.margonem.pl/?task=profile&id=3568959 - Kontakt kontakt@msvm.pl lub GG: 33939625 Hurin...

×

Porównaj przedmioty Usuń przedmioty

  • Topór orka
    Topór strumienia posoki* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 837-1023
    Cios krytyczny +1%
    Siła +34
    Obniża SA przeciwnika o 0.25
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 60
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 26.6k
  • Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów
    Mocny miecz krasnoludów* unikat *Typ: Dwuręczne
    Atak: 1210-1479
    Siła +80
    SA +27%
    Wiąże po założeniu
    Wymagany poziom: 76
    Wymagana profesja Wojownik
    Wartość: 40.3k
+ Przeciągnij tutaj przedmioty do porównania